Wpisy otagowane „orzechy”

  • piątek, 11 grudnia 2015
    • Dyniowy pudding chia z orzechami

      Pamiętam, że w latach 90-tych w dobrym tonie podczas podejmowania gości było postawienie zamiast cukierniczki opakowania ze słodzikiem w tabletkach. Wtedy wszyscy uczestnicy biesiady z gracją i elegancją wyciskali sobie tableteczki do gorących napojów i rozprawiali, jak to możliwe, że tak mała pastylka ma taką moc słodzenia, że niemiecka, tak mało kalorii i nie tuczy...po prostu fifarafa!

      Później słodziki stały się passe. Ludzie odkryli, że to jednak świństwo i raka można dostać. Do łask powrócił cukier. Tyle że brązowy. Jeśli ciemny chleb jest zdrowszy niż biały, to z cukrem musi być tak samo, nie? Ludzie skrzętnie odkurzyli cukierniczki i zapełnili, je tym złotym piaskiem. 

      Niestety po jakimś czasie okazało się, że to ściema. Cukier brązowy, to też cukier, tyle że brązowy. Szok i niedowierzanie! Nastepnie zaczęły pojawiać się kolejne specyfiki. Syrop z agawy - tak wspaniale słodzidło, że nawet cukrzykom nie zaszkodzi, okazał się wysokoprzetworzonym produktem upośledzającym trawienie. W dwóch słowach: "chemiczny szit". No może stewia? Roślinny słodzik, sama natura! Ulala stewia! Każda modelka nosiła w torebce małe saszetki stewii, aby w razie potrzeby wsypać ją do kawy espresso ze starbucksa. Jednak szybko pojawiła się kolejna fala mody, która przyniosła ksylitol...

      I tak ta opowieść będzie się snuć bez końca. A właściwie do końca. Do końca ludzkości. Kto by pomyślał, że nawet w temacie żywienia ulegamy modom? Osobiście przez blisko 1/3 żywota musiałam się tłumaczyć dlaczego nie jem mięsa. Teraz przez modę na weganizm muszę się tłumaczyć dlaczego jem jajka i przetwory mleczne. Taki zwrot akcji! Całe życie  passe :)

      Powiem Wam, że nigdy nie spodziewałabym się takiego obrotu spraw. Jakieś dwa, trzy lata temu ogladałam odcinek amerykańskiego serialu "Dwie spłukane dziewczyny", w którym krytyk kulinarny wypowiedział się, że "jeśli jeszcze raz usłyszy, że coś jest wegańskie, to się porzyga." Szczerze mówiąc kompletnie nie zrozumiałam tego tekstu, bo u nas weganie byli wtedy jak kosmici. Podobno istnieją, podobno ktoś ich widział, ale tylko nieliczni twierdzą, że mieli z nimi osobisty kontakt. Może trochę przesadzam, ale generalnie było ich bardzo mało, a pozostali patrzyli na nich trochę ze zdziwieniem, trochę z pobłażaniem, jak na nieszkodliwych dziwaków. Jak widać w Stanach moda na weganizm przyszła wcześniej. Dziś równiez u nas wegan przybywa jak grzybów po deszczu. Wszystko jest wegańskie. Nie tylko jedzenie, ale również kosmetyki, odzież, piwo...W zasadzie oznaczenie jakiekolwiek dobra konsumpcyjnego dopiskiem "vegan" gwarantuje sukces sprzedażowy i uznanie w środowiskach hipsterskich. Osoby najbardziej obyte towarzysko chadzają do wegańskich knajp, najlepiej z książką "Jadłonomia" pod pachą i ekologiczną, płócienną torbą wypełnioną jarmużem na drugim ramieniu. 
      Nie żebym miała cokolwiek przeciwko weganizmowi. Moja dieta jest oparta przynajmniej w 80% na warzywach, strączkach i kaszach. Jajka jem okazjonalnie, mleko do kawy. I szczerze podziwiam osoby, które są w stanie całkowicie wyłączyć nabiał z diety, bo myślę, że o ile na co dzień dałabym radę, to moje święta bez sernika byłyby smutne. Ale przyznajcie czy to nie śmieszne, że niespożywanie produktów pochodzenia zwierzęcego stało się trendy? Ciekawa jestem jaki bedzie następny dietetyczny trend. Obstawiam, że dieta oparta na surowym mięsie. Tak dla kontrastu. :)

      Skoro jestem już taka niemodna, to chociaż wrzucę Wam przepis na bardzo modny pudding chia. Tym razem w zimowej odsłonie. 



       
       

      składniki:


      4 łyżki nasion chia
      200ml mleczka kokosowego 
      2 łyżki puree z dyni
      pół łyżeczki cynamonu
      ćwierć łyżeczki kardamonu
      skórka otarta z połówki cytryny
      1 łyżka soku z cytryny
      1 łyżka miodu
      4 łyżki posiekanych orzechów włoskich i nerkowców

      opcjonalnie: 2-3 łyżki syropu daktylowego do polania na wierzchu

       

      wykonanie:

       

      1. Mleko, puree z dyni, skórkę oraz sok z cytryny, cynamon, kardamon oraz miód umieszczamy w jednym naczyniu i bardzo dokładnie mieszamy. Jeśli puree z dyni nie miało idealnie gładkiej konsystencji można całość zmiksować blenderem.

      2. Następnie dodajemy nasiona chia i wkładamy na kilka godzin do lodówki. Raz na jakiś czas można przemieszać całość, aby nasionka nie posklejały się i równomiernie wchłaniały płyn.

      3. Gdy pudding osiągnie pożądaną konsystencję wykładamy go do pucharków i posypujemy uprażonymi na suchej patelni orzechami. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Dyniowy pudding chia z orzechami”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vegazone
      Czas publikacji:
      piątek, 11 grudnia 2015 11:07
  • poniedziałek, 30 listopada 2015
    • Szybkie batoniki musli bez pieczenia

      Jakie są Wasze skojarzenia z nazwą batoniki musli? Czy przychodzi Wam na myśl coś dietetycznego, niskokalorycznego, owsianego, ale niekoniecznie super smacznego i słodkiego? Otóż w przypadku tych batoników,  sprawy mają się dokładnie odwrotnie. Gwarantuję Wam, że zadowolą nawet największego łasucha. Pomimo swojej "zdrowotności" mają w sobie tę grzeszną słodycz, o którą chodzi nam w deserach. ;) Przypominają mi odrobinę szyszki, które robiło się kiedyś z preparowanego ryżu i roztopionych krówek. Niebo w gębie! 

      Jeśli chodzi zaś o ich kaloryczność jest ona porównywalna z kalorycznością batoników sklepowych. Niestety nie można ich bezkarnie wcinać jeden po drugim. Być może nasuwa Ci się pytanie, po co zatem męczyć się z robieniem domowych batoników, jeśli wcale nie są mniej kaloryczne niż te gotowe? Otóż zapewniam Cię, że warto i to zdecydowanie. Kupne batony nie dostarczają nam kompletnie nic oprócz chwili przyjemności z jedzenia. Trudno nazwać je posiłkiem bo z zasadzie nie mają żadnych właściwości odżywczych. Zawierają za to mnóstwo białego cukru i co gorsza tłuszczów trans lub inaczej tłuszczów utwardzanych, które uważane są za jeden z najbardziej szkodliwych składników spożywczych. Nie będę w tym miejscu rozpisywać się o nich, ale zachęcam, aby poczytać na ten temat. 

      Domowe batony nie zawierają tłuszczów, poza tymi które są naturalnie zawarte w orzechach i nasionach słonecznika. A te z kolei zaliczane sa najzdrowszych tłuszczów, które nie tylko ułatwiają wchłanianie witamin, ale i dają nam enerię. Substancje słodzące to miód i daktyle. Do właściwości leczniczych miodu chyba nie muszę nikogo przekonywać. Daktyle również bywają nazywane naturalnym lekiem, ponieważ zawierają salicylany, które ładzodzą stany zapalne i zapobiegają zakrzepom krwi. Zawierają sporo potasu, i cały alfabet witamin między innymi: PP,B1, B2 i A. A także żelazo, fosfor oraz magnez. Jak wiele suszonych oowców bardzo korzystnie wpływają na przemianę materii. 

      Także pomimo wysokiej kaloryczności te batony są skarbnicą zdrowia. Szczególnie polecam je osobom aktywnym fizycznie oraz dzieciom.  

       

       

      składniki (na 7 batonów po 60-70 gramów):

       

      1 szklanka daktyli

      pół szklanki masła orzechowego crunchy

      2/3 szklanki płatków owsianych błyskawicznych

      pół szklanki łuskanych nasion słonecznika

      2 łyżki orzechów włoskich (lub innych, które lubicie)

      2 lyżki miodu

       

      wykonanie:

       

      1. Daktyle parujemy około 15-20 minut, aż zmiękną. Można użyć parowaru, garnka z dziurkowaną nadstawką lub po prostu garnkadu i durszlaka. Grunt, żeby daktyle nie pływały w wodzie, a całość była przykryta pokrywką.

      2. Miękkie i lekko przestudzone daktyle blendujemy na w miarę możliwości gładka masę.

      3. Dużą patelnię lub garnek o grubym dnie rozgrzewamy na średnim ogniu i wrzucamy orzechy oraz ziarna słonecznika. Prażymy, aż lekko się zrumienią mieszając raz po raz, aby zapobiec przypaleniu. 

      4. Gdy gdy orzechy i ziarna się uprażą, wyłączamy ogień i od razu dodajemy zmiksowane daktye, masło orzechowe, płatki oraz miód. Wszystko razem dokładnie mieszamy.

      5. Powstałą masę wykładamy do plastikowego pudełka lub innej foremki wyłożoej papierem do pieczenia, co ułatwi wyjęcie zastygniętej masy.  Najlepiej, aby wysokość masy wynosił około 3 cm. Wyrównujemy wierzch i docoskamy całość przy użyciu szatułki lub dużego noża. 

      6. Wkładamy na kilka godzin, a najlepiej na całą noc do lodówki. Kroimy na batony o dowolnej wielkości. 

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Szybkie batoniki musli bez pieczenia”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vegazone
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 listopada 2015 09:11
  • poniedziałek, 29 kwietnia 2013
    • Potrójnie orzechowe ravioli

      Sponsorem dzisiejszego odcinka będzie literka "r",  a dokładniej zaczynające się na nią skarby włoskiej kuchni takie jak delikatny serek ricotta, orzechowa rukola i rozpływające się w ustach domowe ravioli. Zrobiłam je z klasycznego ciasta makaronowego, sposobem Jamiego Olivera przy użyciu maszynki. Jeśli jej nie macie też wyjdą, lecz musicie jak najcieniej rozwałkować ciasto, aby pierożki po ugotowaniu nie były twarde - taka sama zasada jak w przypadku naszych, polskich pierogów. Wyszły bardzo smaczne i intensywnie orzechowe dzięki nadzieniu z orzechów włoskich, a także aromatowi rukoli i oliwy z prażonych orzechów laskowych.


      RAVIOLI Z RICOTTĄ, ORZECHAMI I RUKOLĄ


       

      składniki na 2-3 porcje:

      farsz:

      150 g ricotty

      1/2 szklanki zmielonych orzechów włoskich

      1/3 łyżeczki gałki muszkatołowej

      1/3 pieprzu ziołowego

      1 jajko

      2 łyżki bułki tartej

      sól do smaku

      ewentualnie łyżka miękkiego masła lub oliwy, ale niekoniecznie.

      ciasto:

      180-200 g mąki + około pół szklanki do podsypania

      2 jajka

      sól

      dodatkowo:

      garść rukoli

      3 łyżki oleju z prażonych orzechów lub łyżka masła

       

       

      wykonanie:

      1.  Na stolnicę wysypujemy 180g mąki i sól, robimy dołek, do którego wbijamy jajka i zagniatamy ciasto. Powinno ono być gładkie i ładnie odchodzić od ręki. Jeśli jest lepkie należy dodać więcej mąki. Ilość mąki zależy od wielkości jajek. Po zagnieceniu przykrywamy ciasto ręczniczkiem i dajemy mu odpocząć minimum 15 minut.

      2. Ciasto dzielimy na pół. Każdą z części rozpłaszczamy w rękach, delikatnie oprószamy mąką i przepuszczamy przez maszynkę do makaronu zaczynając od największego otworu stopniowo zmniejszając rozstaw rolek. Nie musi ono być maksymalnie cienko rozwałkowane. Ja na osiem poziomów maszynki doszłam do piątego i ciasto było odpowiednie. Ravioli zrobione z cieniutkiego ciasta będą delikatniejsze, ale jeśli będzie ono jak papierek, to może się rozrywać. Jeśli ciasto klei się do maszynki to oznacza, że jest zbyt wilgotne. Wówczas należy dodać trochę mąki i ponownie zagnieść.

      3. Delikatnie posypujemy stolnicę mąką i rozkładamy na niej płaty. Mieszamy składniki farszu i nakładamy go łyżeczką co kilka centymetrów w dwóch rzędach. Następnie przykrywamy drugim płatem i dokładnie dociskamy w miejscach pomiędzy pomiędzy kuleczkami farszu, aby ciasto się skleiło. Następnie tniemy ciasto specjalnym radełkiem lub po prostu nożem do pizzy. Gotowe ravioli gotujemy w osolonej wrzącej wodzie około 3-4 minuty od wypłynięcia i odcedzamy.

      4. Na patelni rozgrzewamy olej orzechowy lub masło. Wrzucamy ravioli i podsmażamy chwilkę delikatnie mieszając. Następnie zdejmujemy patelnię z palnika, wrzucamy garść rukoli i mieszamy.

      Można podać posypane dodatkowo startym parmezanem.



       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Potrójnie orzechowe ravioli”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vegazone
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 29 kwietnia 2013 17:22
  • poniedziałek, 11 lutego 2013
    • Muffinki pachnące dzieciństwem

      Szczerze przyznam się bez bicia, że rzadko jem jabłka. Czasem zdarzy mi się kupić jedno lub dwa na drugie śniadanie do pracy, od wielkiego dzwonu zrobię naleśniki z jabłkami i na tym koniec. Są dostępne cały rok, takie pospolite, zwyczajne... Wydawać mogłoby się, że nie ma w nich zaklętej żadnej magii. Jednak kiedy zamknę oczy i pomyślę o jabłkach przenoszę się w czasy dzieciństwa. Widzę je jak rumienią się w słońcu w naszym sadzie, czuje zapach jabłek poukładanych w skrzynkach, przypominam sobie smak kompotu, który w czasach gdy o coli nawet nie słyszałam przynosił orzeźwienie w letni dzień. Poczciwe, polskie jabłuszka towarzyszą nam od najmłodszych lat. O tej porze roku jedyna alternatywa dla cytrusów i właśnie teraz doceniam je najbardziej. 

       

      MUFFINKI Z JABŁKAMI I CHRUPIĄCĄ POSYPKĄ


      MUFFINKI Z JABŁKAMI


      składniki:

      suche:

      1,5 szklanki mąki tortowej

      pół szklanki cukru (najlepiej trzcinowego)

      łyżeczka proszku do pieczenia

      1 cukier waniliowy

      1 łyżeczka cynamonu

      szczypta soli

      mokre:

      1 szklanka pokrojonych w kostkę jabłek ( ok. 2 nieduże jabłka, najlepiej kwaśna odmiana)

      2 jajka

      3/4 szklanki jogurtu naturalnego

      1/3 szklanki oleju

      wierzch:

      60 gram posieknych orzechów laskowych lub włoskich

      kilka łyżek brązowego cukru trzcinowego

       

       

      wykonanie:

      1. W misce mieszamy składniki suche, a w drugim naczyniu mokre. Następnie przelewamy mokre do suchych i mieszamy wszystkie razem. Masa powinna być gęsta i grudkowata.

      2. Napełniamy foremki (prawie do pełna) zabezpieczone papilotkami lub wysmarowane masłem. Każdą z nich posypujemy orzechami i brązowym cukrem. Pieczemy około 20-25 minut w temperaturze 175-180 stopni.

      Muffinki wychodzą puszyste, a zarazem wilgotne dzięki cząstkom jabłek i jeszcze ten chrupiący wierzch. Pychota!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Muffinki pachnące dzieciństwem”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vegazone
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 11 lutego 2013 06:56
  • poniedziałek, 28 stycznia 2013
    • Ořechový medovník

      Dzisiaj zaproszę Was nas na smakowite czeskie ciasto, które swego czasu spodobało się również Kasi, na tyle że zostałam przez nią wyróżniona i nagrodzona bogatym zestawem bakalii. Mając w domu taką ilość orzechów grzechem byłoby ich nie wykorzystać i nie upiec orzechowego miodowca. Przepis znalazłam jakiś czas temu na czeskim blogu, którego autorka ma wyjątkowy talent do pieczenia. Aż miło popatrzeć na te perfekcyjne słodkości. Zdenko jeśli tu kiedyś trafisz - Pozdrav z Polska! :) Polecam Wam go odwiedzić: Zdenky vařeni , a nieznajomością czeskiego nie musicie się martwić. Jest dla nas zrozumiały, a przy wsparciu google translate nie powinniście mieć żadnych trudności. 

      Wracając do miodownika, składa się on z dwóch warstw ciasta pachnącego miodem, przełożonych kremem budyniowym i przykrytych chrupiącą, karmelowo-miodową warstwą uprażonych orzechów. Czyż to nie brzmi pysznie? 

       

      CZESKI ORZECHOWY MIODOWIEC (Ořechový medovník)

       

      miodowe ciasto z kremem budyniowym z orzechami jak snikers

       

      składniki:

      ciasto:

      500 gram mąki tortowej

      200 gram cukru pudru

      250 gram masła

      2 łyżki miodu (musi być płynny)

      2 jajka

      2 łyżki mleka

      2 łyżeczki sody oczyszczonej

      dodatkowo rum lub amaretto do pokropienia ciasta


      orzechowa polewa:

      350 gram grubo pokruszonych orzechów włoskich lub laskowych

      120 gram masła

      3 łyżki miodu

      80 gram cukru (najlepiej trzcinowego) 

       

      krem (według Zdenki):

      300ml mleka 

      2 łyżki mąki pszennej

      3 łyżki mąki ziemniaczanej

      100 gram cukru pudru

      200 gram masła

      Ja trochę zmieniłam wersję Zdenki, bo krem miksowany z masłem lubi mi się zważyć, więc zrobiłam taki jak robię do 3bita: klik, klik.

       

      miodowe ciasto z kremem budyniowy i karmelizowanymi orzechami

       

      wykonanie ciasta:

      Mąkę i cukier wysypać na stolnicę, a następnie zagnieść z jajami, masłem, miodem i sodą rozmieszaną z mlekiem. Powstałe ciasto podzielić na pół i wykleić dwie blachy zabezpieczone papierem. Jedną z nich pokrywamy orzechową polewą, którą przygotowujemy tak, że podrzewamy na patelni orzechy, miód, cukier i masło, aż zaczną pachnieć karmelem i lekko gęstnieć. Nie warto smażyć ich zbyt długo, bo jeszcze doprażą się i dokarmelizują w piekarniku. Piec w temperaturze 190-200 st. przez dziesięć minut z termoobiegiem. Można oczywiście upiec jedną po drugiej jeśli nie macie dwóch takich samych blach. Pozostawiamy do całkowitego ostygnięcia.

      wykonanie kremu:

      2 szklanki mleka zagotowujemy, a pozostałe dokładnie mieszamy z mąkami, a następnie wlewamy do gotującego się mleka. Mieszamy intensywnie aby nie powstały grudki, a  gdy zgęstnieje zdejmujmy z palnika. Powstały budyń studzimy i miksujemy z masłem roztartym z cukrem.

      Płat ciasta bez orzechów skrapiamy rumem, czekamy aż wsiąknie i pokrywamy kremem, a następnie przykrywamy płatem z orzechami i lekko dociskamy. Ciasto przykrywamy folią i wkładamy do lodówki na cała noc. 

      Orzechowy miodowiec, to istne niebo w gębie. Ma tylko dwie nieduże wady. Po pierwsze trzeba wykazać pewną dozą cierpliwości, ponieważ smakuje dobrze dopiero na drugi dzień, a także dosyć ciężko się kroi, ponieważ polewa jest twardawa w stosunku do kremu. Polecam kroić nożem podgrzanym we wrzątku. 

      Pomijając powyższe jest to przepyszne ciasto, które zasmakuje nie tylko czechofilom. :)


      ciasto budyniowe z orzechami

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Ořechový medovník”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vegazone
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 28 stycznia 2013 07:56

Kalendarz

Marzec 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    

Wyszukiwarka

Tagi

Autorzy

Kanał informacyjny

Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Odszukaj.com - przepisy kulinarne Top blogi Wykrywacz smaku - www.wykrywacz-smaku.pl
zBLOGowani.pl

Opcje Bloxa