Wpisy otagowane „curry”

  • środa, 18 lutego 2015
    • Zapiekana kofta serowa w sosie curry

      Ostatni przepis na koftę indyjską spotkał się z Waszym uznaniem, z czego oczywiście bardzo się cieszę. Oby odzew osób, które go przetestują był równie pozytywny ;)  Tak jak się spodziewałam dostałam zapytania jak zastąpić niektóre przyprawy? Czy można z nich zrezygnować? Jak uprościć listę składników? Kuchnia indyjska w oryginale bazuje na szerokim wachlarzu przypraw, co nie oznacza, że nie można jej dostosować do własnych możliwości. Drugie pytanie, które padało dotyczyło formy przygotowania: "czy da się zrobić koftę nie smażąc jej na głębokim tłuszczu?". Podjęłam to wyzwanie i przygotowałam koftę pieczoną w piekarniku. Jestem bardzo zadowolona z tego przepisu. Wbrew temu co można przypuszczać danie robi się bardzo łatwo i bardzo szybko. Lista składników została zredukowana bez szkody dla smaku. Ta propozycja jest zdecydowanie lżejsza. W sam raz dla osób, które starają się godzić zdrowe odżywianie z codziennym brakiem czasu. Co prawda nie jest to jeszcze wersja super light, bo jednak mleczko kokosowe i ser capri mają trochę tłuszczu, ale dzięki zapiekaniu ma ona i tak znacznie mniej kalorii, niż wersja smażona. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu, bo mnie osobiście bardzo podeszła i na pewno będzie często gościć w "powszednim menu".

       

      kuchnia wegetariańska

       

       

      składniki:

      440g sera typu włoskiego capri (2 opakowania z Sierpca) lub paniru

      1,5 łyżki mąki

      2 łyżki posiekanej natki pietruszki

      płaska łyżeczka mielonego kminu rzymskiego (kuminu)

      pół łyżeczki soli

       

      sos:

      2 łyżki oleju (może być rzepakowy, kokosowy lub inny nadający się do smażenia)

      2 małe cebule pokrojone w pióra

      1 nieduża marchewka starta na tarce o średnich oczkach

      mały, starty kawałek imbiru (mniej więcej 1x2cm)

      2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę lub posiekane

      2 łyżki przyprawy curry

      puszka krojonych pomidorów w miarę możliwości dobrej jakości

      dwie trzecie szklanki mleczka kokosowego

      2 łyżki soku z cytryny

      odrobina posiekanej natki pietruszki do posypania dania

       

      wykonanie:

      1. Na sporej patelni lub w woku rozgrzewamy olej, na którym podsmażamy cebulę, aż się zeszkli. Następnie dodajemy imbir i czosnek. Przesmażamy minutkę i dodajemy marchewkę oraz przyprawę curry. Dodajemy ćwierć szklanki wody i wszystko razem dusimy, aż marchewka zmięknie.

      2. Dodajemy pomidory i miksujemy całość (najwygodniej ręcznym blenderem, bo nie trzeba zlewać sosu z patelni, ale oczywiście użyjcie takiego narzędzia jakie macie)

      3. Zmiksowany sos doprowadzamy do wrzenia i dodajemy mleczko kokosowe. Na koniec doprawiamy sos sokiem z cytryny.

      4. Gdy sos jest gotowy można zabrać się za kofty. Ser porządnie odciskamy z wody owijając go w ręcznik papierowy lub czystą ściereczkę, a następnie kruszymy do miski. Dodajemy mąkę, kumin, pietruszkę oraz sol i wszystko razem wyrabiamy rękoma na w miarę gładkie ciasto. Jeśli nie lubicie mieć oklejonych dłoni możecie założyć rękawiczki jednorazowe. Następnie formujemy kulki wielkości piłeczek ping-pongowych.

      5. Kofty układamy w naczyniu w którym będziemy zapiekać i polewamy sosem curry, mniej więcej do połowy wysokości kulek. Możecie użyć jednego dużego naczynia lub kilku małych na jedna porcję, jeśli takie posiadacie. 

      6. Całość zapiekamy 20-25 minut w temperaturze 190 stopni. Po wyjęciu z piekarnika należy dać potrawie 20 minut na przestygnięcie i związanie. Można ją posypać posiekaną natką pietruszki.

      7. Podawać z ryżem lub kaszą jaglaną.

       

      fotografia kulinarna


       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (17) Pokaż komentarze do wpisu „Zapiekana kofta serowa w sosie curry”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vegazone
      Czas publikacji:
      środa, 18 lutego 2015 08:23
  • poniedziałek, 09 lutego 2015
    • Kofta indyjska (Malai koftas curry)

      Mam wielki sentyment do tej potrawy, bo to pierwsze danie inspirowane kuchnią indyjską, które wyszło spod mojej ręki. Od dawna ciągnęło mnie w stronę takich smaków i aromatów. Co uważniejsi czytelnicy być może pamiętają pierwszą wersję kofty indyjskiej w aromatycznym sosie, którą zamieściłam na Vegazone. Jednak przepis ten na tyle ewoluował przy kolejnych wykonaniach, że postanowiłam go uaktualnić. W tym momencie na pewno nie użyłabym już bułki tartej i jajka do zrobienia kofty, bo była to mocno „spolszczona” wersja. Dzisiejszy przepis został sprawdzony po stokroć. Opracowany na podstawie moich ulubionych blogów i książek na temat kuchni hinduskiej. Gdybyście szukali szerszych inspiracji w tym temacie to szczególnie polecam Wam książkę „Kuchnia Kryszny. Indyjskie przepisy wegetariańskie”. To stara pozycja, ale nic a nic nie straciła na aktualności. Przepisy są ciekawe i starannie przygotowane. Przetestowałam wiele z nich i żaden mnie nie zawiódł. Jeśli chodzi o źródła internetowe, to odsyłam Was na Youtube, który aż pęka od indyjskich tutoriali. Szczególnie warte uwagi kanały, to Bhavna's Kitchen oraz Manjula's Kitchen. Ostatnio odkryłam również bardzo przyjemny blog: http://www.vegrecipesofindia.com/

      Kuchnia indyjska daje spore pole manewru dla wegetarian. Tak jak piszę Wam przy każdej okazji – sposób doprawiania  i różnorodność stosowanych przypraw, to po prostu poemat. Dla nas Polaków może to być o tyle trudne, że nie wszystkie przyprawy dostaniemy od ręki w najbliższych delikatesach. Część z nich jest w asortymencie najpopularniejszych firm „przyprawowych”, a pozostałe zakupicie przez Internet. Jeśli jesteście mieszkańcami Poznania polecam odwiedzić Sklep Arabski przy ulicy Solnej lub Kuchnie Świata w City Parku. Tam powinniście znaleźć wszystkie składniki niezbędne do wykonania pysznych indyjskich dań.

      Pomimo tych niedogodności warto rozpocząć przygodę kuchnią indyjską, ponieważ jej dania dają czyste poczucie szczęścia dla ciała i ducha :)  Po prostu uczucie błogości w brzuchu. Niestety większość dań zawiera spore ilości masła i jest przygotowywana poprzez smażenie, ale jedzone raz na jakiś czas nie powinny zaszkodzić ani naszym tętnicom ani biodrom.

      

       

       

        

      składniki:

       

      sos curry:


      2 łyżki oliwy lub oleju

      1 płaska łyżeczka ziaren kminu rzymskiego

      pół łyżeczki kurkumy

      2 drobno posiekane cebule

      kilkanaście orzechów nerkowca

      łyżeczka drobno startego imbiru

      2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę

      pół łyżeczki mielonej ostrej papryki

      szczypta soli

      pół łyżeczki garam masala

      trzy czwarte szklanki wody

      puszka krojonych pomidorów

      1/3 szklanki śmietany (zastąpiłam mlekiem kokosowym)

      1 łyżka posiekanej natki pietruszki

       

      kofty:


      szklanka zupełnie wystudzonego puree z ziemniaków (można przygotować dzień wcześniej)

      100 gramów sera panir lub sera typu włoskiego (capri)

      2 łyżki mąki

      2 łyżki drobno posiekanej natki pietruszki

      pół łyżeczki startego kuminu (kminu rzymskiego)

      pół łyżeczki soli

      olej do smażenia

       

      wykonanie:

       

      sos:

       

      1. Najlepiej zacząć od sosu. W garnku na średnim ogniu rozgrzewamy oliwę i dorzucamy ziarenka kuminu i kurkumę. Po krótkiej chwili dorzucamy cebule i smażymy tak długo, aż się porządnie zeszkli.

      2. Następnie dorzucamy kolejno nerkowce, czosnek, ostrą paprykę i imbir i dalej smażymy mieszając. Składniki powinny zyskać dosyć gęstą konsystencję pasty.

      3. Pod koniec smażenia do garnka dodajemy garam masala oraz sól.

      4. Całość zalewamy wodą i pomidorami i miksujemy - najwygodniej ręcznym blenderem.

      5. Zmiksowany sos doprowadzamy do wrzenia i gotujemy kilka minut.

      6. Na koniec dodajemy śmietanę. Ja tym razem użyłam w zastępstwie mleczka kokosowego.

       

      kofty:

       

      1. Jeśli używacie sera capri należy go dobrze odsączyć z wody, a najlepiej zawinąć go w kilka warstw ręcznika kuchennego i dobrze odcisnąć z nadmiaru płynu. Ser należy zatrzeć na tarce lub ewentualnie drobno pokruszyć. Wszystkie składniki umieszczamy w misce i dokładnie mieszamy, aż powstanie w miarę jednolita masa. Najwygodniej będzie wyrobić je dłońmi.

      2. Formujemy kuleczki o wielkości orzecha włoskiego.

      3. W garnku rozgrzewamy olej - najlepiej w takiej ilości, aby kofty po wrzuceniu były całkowicie zanurzone. Olej będzie miał odpowiednią temperaturę wówczas, gdy mała cząstka ciasta po wrzuceniu wypłynie od razu na powierzchnię.

      4. Smażymy kofty na złoty kolor i wyjmujemy na talerz wyłożony papierem kuchennym, który wchłonie nadmiar tłuszczu.

       

      Przed podaniem wlewamy sos curry do w miarę głębokich talerzy, układamy na nim po trzy do pięciu kuleczek kofty, a całość posypujemy pietruszką.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Kofta indyjska (Malai koftas curry)”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vegazone
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 09 lutego 2015 08:05
  • poniedziałek, 03 marca 2014
    • Fasolowy pasztet z curry + kilka słów o moim wegetarianizmie

      Czasem dostaję wiadomości od osób, które myślą o tym, żeby przejść na wegetarianizm i biją się z myślami czy będą w stanie zupełnie zrezygnować z mięsa. Zastanawiają się jak będzie wyglądać ich życie na takiej diecie i jakie konsekwencje przyniesie ta decyzja. Przyznam szczerze, że są to nieraz bardzo poruszające i szczere maile, dlatego postanowiłam również otworzyć się i napisać Wam kilka słów o tym jak to wygląda w moim przypadku. 

      Nie jem mięsa od kilku lat, ale przyznam szczerze, że nigdy nie byłam szczególnie mięsożerna. Od dzieciństwa nie lubiłam pieczonych kurczaków. Obgryzanie kości napawało mnie wstrętem, a jednym z najgorszych obiadów jaki można było mi zaserwować była pieczeń z sosem. Generalnie im bardziej coś przypominało zwierzę, tym trudniej przechodziło mi przez usta. Z czasem jadłam coraz mniej mięsa, aż pewnego dnia zdecydowałam, że nie widzę powodów dla których dalej mam się do niego zmuszać. Odkąd podjęłam tę decyzję nigdy nie skusiłam się na danie mięsne i nigdy jej nie żałowałam. Początkowo trochę ubolewałam na tym, że już nigdy nie zjem spaghetti po bolońsku, ale nauczyłam się zastępować mięso i stworzyłam własne wersje potraw mięsnych. Jakie były przyczyny mojej decyzji? Na pewno nie kierowała mną żadna ideologia, chęć naprawy świata czy inne górnolotne przesłanki. Nie czuję w żaden sposób lepsza ani gorsza od mięsożerców i nie robię z mojego wegetarianizmu religii. Nie chodziło również o walory smakowe, ponieważ tak jak wspomniałam niektóre dania mięsne zajadałam ze smakiem. Po prostu naprawdę uwielbiam zwierzęta, ale według mnie one nie są do jedzenia. Żal mi ściska serce jak pomyślę, ile cierpień muszą przejść zwierzęta hodowane przemysłowo i przykro mi, że są traktowane jak przedmioty, pomimo że tak samo jak my odczuwają ból i strach. Tak samo jak my śnią i potrafią się cieszyć. To takie same stworzenia jak ludzie. Zapewne nie tak inteligentne, ale jednak pod wieloma względami bardzo do nas podobne. 

      Co do względów zdrowotnych. Nie odczuwam negatywnych skutków diety wegetariańskiej. Nie mam żadnych niedoborów. Nie wypadają mi włosy ani nie dzieje się ze mną absolutnie nic niepokojącego. Kiedy słyszę, że ktoś utyskuje dieta wegetariańska jest niezdrowa  i prowadzi do wyniszczenia organizmu zawsze mam ochotę zapytać czy taka osoba wie ile białka powinno się jeść dziennie na kilogram masy ciała, jak wygląda piramida zdrowego żywienia lub jak powinien wyglądać zbilansowany posiłek. Prawda jest taka, że wśród osób jedzących mięso jest na pewno jakiś procent osób, które świadomie wybierają produkty które znajdą się na ich talerzu, ale i drugie tyle takich, którzy odżywiają się fatalnie zajadając się przetworzoną żywnością i śmieciowym żarciem. Śmiem twierdzić, że odżywiam się zdrowiej od nich. Oczywiście działa to również w drugą stronę - można być wegetarianinem i doprowadzić się do otyłości szamając za dużo cukru i białej mąki. Po drugie należałoby się zastanowić czy mięso produkowane na skalę przemysłową jest naprawdę takie zdrowe. Zwierzęta są faszerowane antybiotykami i hormonami, bo producenci nie mają na uwadze zdrowia klientów, ale jedynie własne korzyści materialne. Jeśli ktoś wytoczy argumenty, że wegetarianizm jest wbrew naturze ludzkiej i mięso trzeba jeść i basta, to nie będę z nim dyskutować, bo..mi się nie chce. :) Szanuje jego prawo do własnego zdania. Uspokojam: naprawdę nie słyszałam o przypadku, aby jakiś wegetarian zapadł na jakąś poważną chorobę wywołaną swoją dietą. Oczywiście - trzeba odpowiednio zestawiać posiłki, a nawet stosować suplementację, aby nie doprowadzić do niedoborów, ale dokładnie to samo dotyczy mięsożerców. 

      Czy kiedykolwiek tęskniłam za mięsem? Jedyne momenty w których pojawia się nutka żalu, że nie jem mięsa to wakacje. Trochę mi smutno, że nie mogę swobodnie poznawać i smakować potraw innych krajów, bo jednak mięso jest bardzo mocno wpisane w tradycyjną kuchnię większości kultur. Poza tym oczywiście tak jak pisałam Wam przy innej okazji, Polska to nie jest kraj dla wegetarian, ale liczę na to, że kiedyś ludzie zaczną bardziej interesować się sobą niż wszystkimi w koło.

       

      PASTA FASOLOWA DO CHLEBA Z CURRY

       

      przepisy wegetariańskie, fotografia kulinarna, kuchnia indyjska

       

       

      składniki:

      400g ugotowanej fasoli (mogą być dwie puszki)

      1 duża cebula

      1 pełna łyżka curry

      sok z połowy cytryny

      2 łyżki oleju

      ewentualnie sól do smaku (może okazać się zbyteczna, bo fasola z puszki jest już solona)

       

      wykonanie:

      1. Pokrojoną cebulę podsmażamy na oleju, aż się zeszkli. Dodajemy curry i wszystko razem przesmażamy jeszcze minutkę uważając, aby się nie przypaliło.

      2. Fasolę odsączamy z zalewy i umieszczamy w blenderze wraz z posmażoną cebulką i sokiem z cytryny. Miksujemy na gładką pastę. 

      3. Jeśli pasta wyjdzie zbyt sucha dodajcie więcej oleju, aby nabrała konsystencji umożliwiającej smarowanie. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „Fasolowy pasztet z curry + kilka słów o moim wegetarianizmie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vegazone
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 03 marca 2014 08:26
  • piątek, 27 września 2013
    • Dietetyczne curry z dyni i szpinaku

      W tym sezonie jadam sporo curry w różnych odsłonach. To, które dziś Wam pokażę jest pożywne, a jednocześnie lekkie i niskokaloryczne. Rozgrzewa dzięki aromatycznym przyprawom, syci na długo i dodaje energii, a przy tym nie szkodzi figurze. Przykład dania, które jest jednocześnie zdrowe i pyszne. Przyjęło się, aby do dań z dyni dodawać mleczko kokosowe, które niestety ma sporo kalorii, dlatego postanowiłam zastąpić je jogurtem. Danie nie traci przez to na smaku. Wręcz przeciwnie. Moim zdaniem lekko kwaskowy jogurt bardzo dobrze podkreśla smak dyni. 


       


      składniki 4-5 porcji:

      500g dyni (przed obraniem)*

      500g świeżego szpinaku (można zastąpić mrożonym w liściach)

      pół kubka ziaren ciecierzycy (można zastąpić 1 puszką konserwowej)

      1 duża cebula

      2 średnie ząbki czosnku

      1,5 łyżki przyprawy curry (użyłam kotanyi z młynka)

      sok z połowy cytryny

      200g jogurtu greckiego (użyłam light)

      2 łyżki oleju

      sól

      *najlepsza będzie dynia hokkaido, ponieważ nie rozgotowuje się i nie rozpada jak łatwo jak tradycyjna. Jednak tym razem użyłam zwykłej dyni i curry również wyszło pyszne.

       

      wykonanie:

      1. Ciecierzycę moczymy przez noc (minimum 12h) i gotujemy do miękkości w nieosolonej wodzie. Potrwa to około godziny.

      2. Szpinak płuczemy blanszujemy nie dłużej niż minutę we wrzątku. Odcedzone liście siekamy na mniejsze kawałki

      3. Dynię kroimy w kostkę, a cebulę w pióra.

      4. W dużym garnku rozgrzewamy olej, na którym podsmażamy 30 sekund przeciśnięty przez praskę lub drobno pokrojony czosnek. Następnie wrzucamy cebulę oraz przyprawę curry i smażymy na średnim ogniu, aż cebula się zeszkli dbając o to, aby ich nie przypalić.

      5. Dorzucamy dynię. Całość podlewamy połową szklanki gorącej wody, solimy i dusimy, aż dynia zacznie mięknąć. Poznacie to po tym, że zrobi się szklista. W tym momencie dodajemy szpinak i dusimy, aż warzywka nabiorą pożądanej miękkości. Wówczas dorzucamy ugotowaną ciecierzycę oraz jogurt i wyłączamy palnik. Na koniec dodajemy sok z cytryny. W razie potrzeby można jeszcze doprawić, ale polecam pozostawić danie do przestygnięcia. Wówczas smaki przejdą sobą nawzajem.

      Najlepiej smakuje odgrzewane. Podawać z ulubionym ryżem lub kaszą. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Dietetyczne curry z dyni i szpinaku”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vegazone
      Czas publikacji:
      piątek, 27 września 2013 07:40
  • poniedziałek, 09 września 2013
    • Zupa dyniowa z pomarańczami

      Dynia to zaraz po truskawkach najbardziej wyczekiwana przeze mnie roślina sezonowa. Nic dziwnego, że króluje w mojej kuchni od sierpnia do późnej jesieni. My Polacy najchętniej jemy ją w formie zupy, dlatego dziś przedstawię Wam jeden ze sposobów na to danie. Zapraszam również do wypróbowania tradycyjnej zupy dyniowej na słodko oraz zupy imbirowo-dyniowej

       

      ZUPA DYNIOWO-POMARAŃCZOWA

       


       

      składniki: 

      800g dyni (po obraniu i odrzuceniu pestek)

      3 pomarańcze

      2 marchewki

      200ml mleczka kokosowego lub mleka krowiego

      2 cebule

      przyprawy: curry z młynka, kmin rzymski, pieprz, sól, odrobina słodkiej papryki

      3 łyżki oleju do smażenia

       

      wykonanie: 

      1. Cebulę kroimy w kostkę i przesmażamy na średnim ogniu w dużym garnku. Gdy cebula się zeszkli dodajemy curry i pozostałe przyprawy, a następnie pokrojoną w kostkę dynię i marchew. Chwilę przesmażamy, a następnie wlewamy mleko i dusimy pod przykryciem, aż warzywa zmiękną (około 30 minut).

      2. Pomarańcze dzielimy na cząstki oddzielając miąższ od błon i dodajemy do zupy. Można również wycisnąć z nich sok jeśli nie chce się Wam obierać. Ja robię to przy użyciu noża - najpierw odcinam skóry, a następnie wycinam  miąższ spomiędzy błon - trwa to dosłownie chwilę, ale trzeba mieć porządny, ostry nóż.

      3. Gdy zupa nieco przestygnie miksujemy ją na gładki krem.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Zupa dyniowa z pomarańczami”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vegazone
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 09 września 2013 07:51

Kalendarz

Czerwiec 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Wyszukiwarka

Tagi

Autorzy

Kanał informacyjny

Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Odszukaj.com - przepisy kulinarne Top blogi Wykrywacz smaku - www.wykrywacz-smaku.pl
zBLOGowani.pl

Opcje Bloxa