Wpisy otagowane „jajka”

  • wtorek, 01 marca 2016
    • Omlety zapiekane z cukinią, fetą i kaparami (idealne śniadanie do pracy)

      Praktycznie od kilku lat moje śniadanie wyglądało bardzo podobnie. Codziennie jadłam płatki owsiane z owocami, które zmieniały się w zależności od sezonu. Czasem dodawałam do nich jogurt, czasem mleko roślinne, ale baza była cały czas ta sama. O dziwo nie znudziły mi się ani trochę. Odkryłam jednak, że wbrew pozorom nie jest to najlepsza opcja dla mojego zdrowia i przemiany materii. Dziwiło mnie dlaczego tuż po moim królewskim śniadaniu czuję się lekko senna, szybko ponownie zaczynam odczuwać głód, a waga stoi w miejscu pomimo deficytu kalorycznego i ćwiczeń. Zaczęłam więc poszukiwać przyczyn.

      Funkcjonuje obiegowa opinia, która mówi, że największą porcję węglowododanów powinno się jeść z samego rana, aby organizm zdążył je spalić w ciągu dnia. Być może dla części z Was będzie to szokiem, ale nie ma większej bzdury. Już tłumaczę Wam dlaczego. Rano, po przebudzeniu mamy najwyższe stężenie kortyzolu we krwi. Jedząc na śniadanie dużą porcję węglowodanów wywołujemy gwałtowny wzrost insuliny. W dużym uproszczeniu wysokie stężenie tych dwóch hormonów we krwi spowoduje mniejszenie spalania tłuszczu przez cały dzień i jego odkładanie w postaci tkanki tłuszczowej. Zatem Ci, którzy nie jadają obfitych śniadań wcale nie są w takim błędzie jak się powszechnie uważa. Według najlepszych dietetyków pierwsze śniadanie powinno składać się z białek i tłuszczów. 

      Szukając informacji o zdrowym odżywianiu natknęłam się na wiele sprzecznych teorii:

      Największą porcję węgli jedz rano vs. nie jedz węgli na śniadanie.

      Dieta wegańska jest najzdrowsza, mięso to zło vs. dieta paleo jest najzdrowsza, weganizm to zło.

      Jedz brokuły to super food vs. nie jedz brokułów, bo niszczą jelita.

      Nie jedz po 18 vs. możesz jeść nawet po 20 i to najleopiej węglowodany.

      Olej lniany to samo zdrowie vs. olej lniany zwiększa ryzyko zachorowania na choroby układu krążenia.

      Wszystkie te przeciwstawne opinie pochodzą z ust uznanych dietetyków i bądź tu człowieku mądry! 

      Jeśli natomiast chodzi o przełamanie mojego nawyku jedzenia platków z owocami na pierwsze śniadanie uważam, że była to dobra decyzja, bo odczuwam znaczącą różnicę. Czasem warto przełamać utarte stereotypy. Wcześniej przeważnie jadłam kolację przed godziną 18stą, więc do rana byłam bardzo głodna i rozdrażniona, co świadczyło o wysokim stężeniu kortyzolu zwanego hormonem stresu. Po zjedzeniu miski węglowodanów widać było u mnie jak na dłoni wyrzut insuliny przejawiający się błogim rozleniwieniem i szybkim odczuciem głodu. Białko syci mnie na dłużej i mam więcej energii w ciągu dnia, a i legginsy robią się jakby luźniejsze ;) A swoje ulubione płatki i tak zajadam, ale około 11stej, gdy poziom kortyzolu stabilizuje się. 

      Dziś podrzucam fajny i prosty przepis na śniadanie białkowo-tłuszczowe. Nie musicie wstawać wcześniej, aby smażyć sobie jajecznicę, bo omleciki można zrobić dzień wcześniej, spakować do pojemniczka i zabrać na wynos do pracy lub szkoły. Jeśli chodzi o dodatki możecie je dowolnie zmieniać, tak jak w jajecznicy. Fajnie smakują również ze szpinakiem, boczniakami, pieczarkami, pomidorami, papryką, oliwkami - cokolwiek sobie zamarzycie ;) To moja ulubiona wersja, dlatego Wam ją prezentuję. Zapiekanie w foremce na muffiny sprawia, że omlety są łatwe w porcjowaniu. Możecie użyć formy silikonowej tak jak ja, ale tradycyjna jak najbardziej również się sprawdzi. 

       

      składniki na 12 sztuk:

      6 dużych, ekologicznych jaj 

      1 średnia cukinia

      1 łyżka oleju kokosowego

      6 łyżeczek kaparów

      pół fety (favita żółta) opcjonalnie, bez niej też smakują wyśmienicie

      pół łyżeczki pieprzu czarnego

      pół łyżeczki kurkumy

      sól jedynie opcjonalnie, bo według mnie kapary i feta są wystarczająco słone

       

      wykonanie: 

      1. Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni.

      2. Cukinię ścieramy na tarce o grubych oczkach. W garnku lub na patelni rozgrzewamy dość mocno olej i wrzucamy cukinię. Przesmażamy ją dosłownie 3 minutki, a następnie przekładamy po łyżce cukinii do każdego otworu foremki. Dodajemy po kilka kaparów i 3-4 kosteczki fety. 

      3. Do jajek dodajemy pieprz i kurkumę i miksujemy około minuty, aż lekko się spienią i podwoją objętość. Następnie wlewamy masę jajeczną do otworów foremki. 

      4. Pieczemy 15-20 minut, aż lekko się zrumienią na wierzchu. Mogą urosnąć jak suflety ponad poziom foremki, ale raczej opadną po wyjęciu z piekarnika. 

       

       

       

       

       

      omlety z piekarnika

       

       

      omlet zapiekany z foremkach na muffiny

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Omlety zapiekane z cukinią, fetą i kaparami (idealne śniadanie do pracy)”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vegazone
      Czas publikacji:
      wtorek, 01 marca 2016 10:43
  • poniedziałek, 12 października 2015
    • Ziołowy omlet z pomidorami

      W sobotni poranek uwielbiam przejść się na spacer, po świeże owoce i warzywa na rynek. Czasem piszę Wam o tym, jakby była to taka oczywista rzecz, a podobno nie w każdym mieście są takie miejsca. W sumie w Poznaniu też zanika zwyczaj zagospodarowania placów na okoliczność postawienia na nim kilkudziesięciu straganów handlowych. Na nowych osiedlach, gdzie deweloperzy wciskaja ciasno  blok na bloku, tak że trudno znaleźć kącik na małą zjeżdżalnię dla dzieci, byłoby to niewyobrażalne marnotrastwo gruntu. Ale w tych starych dzielnicach, które mają swoją historię i duszę, takich jak Łazarz, Jeżyce, Wilda, Stare Miasto sercem zawsze jest gwarny i kolorowy rynek. I nie jest to takie targowisko gdzie Bułgarki sprzedają majtasy, a Wietnamczycy jeansy, tylko miejsce gdzie w pełnej okazałosci prezentują się najróżniejsze gatunki pomidorów, jabłek, śliwek, dyni i innych sezonowych skarbów. I naprawdę za każdym razem kiedy ktoś mówi mi, że wyprawy na takie ryneczki nie mają sensu, bo te same rzeczy można dostać w markecie, mam ochotę wypalić do niego cytatem: "Pier***sz! Nie było cię tam!" Niech ktoś pokaże mi choć jeden market, w którym można dostać tak pachnące zioła i tak słodkie pomiodry jak te, które przytargałam ostatnio z Łazarza. Nie ma takich, ponieważ Pan, który mi je sprzedał, zrywał je w piatek we własnym ogrodzie, aby w sobotę mogły cieszyć moje serce i wypełnić swoim aromatem pół autobusu, którym jechałam do domu. Nie były pryskane żadną chemią, nie leżały w chłodni, nie jechały Tirem, nie dogorywały tydzień w hali, więc nie mówice mi, że to, to samo. Dla takiego mieszczucha jak ja, naturalne produkty są po prostu skarbem.

      Tak wspaniałych składników nie ma co specjalnie przetwarzać, bo same z siebie są specjalne. 

      Postanowiłam zatem przygotować z nich klasyczny omlet na drugie śniadanie. 

       


       

      składniki:

      2 jajka

      szczypta soli

      1 łyżka posiekanych świeżych ziół (u mnie pietruszka, cząber i mięta)

      szczypta kurkumy

      kilka pomidorków koktajlowych

      łyżka oliwy lub oleju lnianego

      odrobina zmielonego pieprzu

       

      wykonanie:

      1.rozgrzewamy patelnię na średnim ogniu. Można ją odrobinę posmarować olejem do smażenia, ale nie jest to konieczne.

      2. Jajka bardzo dokładnie ubijamy, najlepiej przy pomocy miksera tak aby podwoiły swoją objętość.

      3. Dodajemy przyprawy i delikatnie mieszamy. Wylewamy całość na patelnię i pozostawiamy na niej do całkowitego ścięcia jajek.

      4. W czasie gdy omlet dochodi kroimy pomidory w ćwiartki i mieszamy z oliwą, odrobiną świeżo zmielonego pieprzu. Można dodać odrobinę ziół jeśli coś zostało.

      5. Omlet wykładamy na talerz, umieszczamy na nim pomidorki i składamy na pół.

       



      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vegazone
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 października 2015 08:40
  • czwartek, 16 kwietnia 2015
    • Sałatka z quinoa (komosą ryżową), groszkiem i jajkiem

      Dziś przedstawię Wam sałatkę, którą z przyjemnością zabieram do pracy na drugie śniadanie. Sprawdzi się również jako sałatka imprezowa, zwłaszcza jeśli goście cenią sobie lekką i zdrową kuchnię.

      Zdaję sobie sprawę, że komosa ryżowa nie jest bardzo łatwo dostępna i tania. Możecie ją zastąpić inną kaszą, np. jaglaną lub kuskus. Zachęcam jednak, aby ją wypróbować jeśli nie mieliście jeszcze okazji. Jest bardzo delikatna i lekkostrawna, a na temat jej zdrowotnych właściwości opublikowane już chyba całe tomy ;)

      Zbliża się sezon szparagowy. Ugotowane lub upieczone w piekarniku z odrobiną oliwy szparagi byłyby również idealne do tej sałatki. Możecie ich użyć jako kolejny składnik lub zamiast rzodkiewki.

       

      fotografia kulinarna przepisy wegetariańskie wegańskie

       


       

       

       

      składniki:

      3 jajka

      szklanka mrożonego, zielonego groszku

      2/3 szklanki komosy ryżowej (użyłam zmieszanej czerwonej, czarnej i białej  - możecie użyć tylko jednego rodzaju)

      pęczek rzodkiewek pokrojonych w plasterki

      4 łyżki posiekanego szczypioru

      4 łyżki oleju lnianego

      niepełna łyżeczka świeżo zmielonego pieprzu

      łyżka lub dwie soku z cytryny

      sól do smaku

       

      wykonanie:

      1. Wypłukaną na sicie o drobnych oczkach komosę gotujemy do miękkości w 1,5 szklanki osolonej wody. Wchłonie wodę i zwiększy swoją objętość.

      2. Groszek gotujemy maksymalnie pięć minut, odcedzamy na sicie i przepłukujemy zimną wodą.

      3. Jajka gotujemy na twardo (niedłużej niż 8 minut)

      4. Ugotowaną komosę, groszek, rzodkiewki, szczypior, olej, sok z cytryny, pieprz i szczyptę soli mieszamy w misce.

      5. Na wierzchu układamy jajka pokrojone w ósemki. Można je wymieszać z sałatką jeśli macią taką potrzebę, ale wówczas sałatka straci na efekcie wizualnym.

       

      fotografia kulinarna przepisy wegetariańskie wegańskie

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vegazone
      Czas publikacji:
      czwartek, 16 kwietnia 2015 20:50
  • środa, 07 maja 2014
    • Zapiekany omlet z zielonymi szparagami

      Jestem fanką "Top Chefa" i oglądam go namiętnie. Niektórzy widzowie marudzą, że zagraniczne wersje jednak lepsze, ale mnie nasza, polska również odpowiada. Nie tylko ze względu na uczestników, ale również kompetentne i sympatyczne jury. Pani Ewa Wachowicz jest dla mnie ideałem kobiecości, A Modest Amaro to wręcz hipnotyzująca osobowość. Ale wracając do tematu. Jeśli również śledzicie ten program być może pamiętacie jakie kontrowersje wzbudziło podanie przez jednego z uczestników (Pawła) surowego, niezblanszowanego jarmużu. Został skrytykowany przez część uczestników, choć do końca nie wiadomo czy przyczyną była konieczność blanszowania tego warzywa zdaniem profesjonalistów, czy niechęć do rzeczonego kucharza, który jest co tu dużo mówić: nadęty jak balon. Również nie darzę go sympatią, ale akurat w tym temacie muszę się z nim zgodzić. Też jestem przeciwnikiem blanszowania warzyw przed dalszą obróbką. Lubię kiedy pozostają lekko twardawe i jędrne. Natomiast zauważyłam, że Polacy w większości preferują warzywa ugotowane do miękkości. Pewnie kwestia przyzwyczajenia. Skąd ten wstęp? Piszę o tym ponieważ chciałabym pozostawić Wam wybór w przygotowaniu tego dania. Jeśli lubicie mięciutkie szparagi, będziecie musieli je zblanszować kilka minut lub podgotować na parze. Zwłaszcza jeśli zakupicie dość grube egzemplarze. Jeśli tak jak ja, wolicie warzywa al dente możecie śmiało pominąć ten punkt wykonania. Zielone szparagi podaje się nawet na surowo na przykład w sałatkach, więc tym bardziej w takiej wersji nie zaszkodzą Wam na pewno.

      Dzisiejszy przepis jest bardzo prosty i klasyczny. Mam wrażenie, że w takiej odsłonie szparagi smakują najlepiej, ponieważ nic nie zagłusza ich subtelnego aromatu.

       

      omlet przepis

       

      składniki na dwie porcje:

      10 zielonych szparagów

      5 jajek

      szczypta soli

      1 płaska łyżka mąki

      opcjonalnie: 1 łyżka drobno startego parmezanu

       

      wykonanie:


      1. Zgodnie ze wstępem szparagi według własnych preferencji można blanszować kilka minut we wrzącej wodzie lub pozostawić surowe. Układamy je w naczyniu żaroodpornym

      2. Jajka rozbijamy do miski, dodajemy sól i miksujemy lub ubijamy aż powstanie na nich piana. Dodajemy mąkę i ewentualnie parmezan

      3. Przykrywamy naczynie folią aluminową i zapiekamy 30 minut w temperaturze 180 stopni.

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Zapiekany omlet z zielonymi szparagami”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vegazone
      Czas publikacji:
      środa, 07 maja 2014 19:05

Kalendarz

Sierpień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Wyszukiwarka

Tagi

Autorzy

Kanał informacyjny

Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Odszukaj.com - przepisy kulinarne Top blogi Wykrywacz smaku - www.wykrywacz-smaku.pl
zBLOGowani.pl

Opcje Bloxa