recenzje i relacje

  • niedziela, 05 marca 2017
    • Zdrowe i dietetyczne zamienniki Nutelli

      Jakiś czas temu cały internet obiegła informacja o wycofywaniu Nutelli z włoskich sklepów. Przyczyną było stwierdzenie substancji rakotwórczych w oleju palmowym wykorzystywanym do produkcji kremu. Jednocześnie rzecznik Ferrero poinformował, że firma nie zamierza szukać substytutu, dla szkodliwego tłuszczu, ponieważ "znacznie obniżałoby to wartości użytkowe produktu". W następstwie producent Nutelli rozpoczął kampanię informacyjną (choć z mojego punktu widzenia bardziej manipulacyjną), która ma na celu udowodnienie, że Nutella nie jest wcale taka szkodliwa. Olej palmowy jest składnikiem bardzo kontrowersyjnym, nie tylko ze względu na jego wątpliwe właściwości odżywcze, ale również z uwagi na zagrożenie ekologiczne spowodowane uprawą palmowców. Nie będę tego tematu rozwijać w tym poście, bo jest on zbyt złożony. 

      Rok wcześniej prawie w każdym miejscu, mniej lub bardziej powiązanym z tematyką zdrowego odżywiania można było znaleźć grafikę ilustrującą skład Nutelli, która bardzo obrazowo pokazywała, co tak naprawdę znajduje się w tym słodkim przysmaku.

      Przyznam szczerze, że swego czasu bardzo lubiłam Nutellę, jednak przestałam ją kupować. Po pierwsze dlatego, że moja dieta uległa zmianie i tak niezdrowe, słodkie rzeczy jadam okazjonalnie, ale nie bez znaczenia był fakt, że po Nutelli dostawałam dosłownie wysypu krostek na twarzy.

      W swoich poszukiwaniach zdrowszych zastępników Nutelli założyłam, że nie powinny one zawierać:

      - cukru (dopuszczalne substancje słodzące to stewia, ksylitol lub erytrol)

      - oleju palmowego (wykluczałam również kremy, które miały w składzie "olej roślinny", bo to w zasadzie nic nie mówi i jestem prawie pewna, że pod ta nazwą również kryje się olej palmowy)

      - lecytyny sojowej (często zanieczyszczona pestycydami i modyfikowana genetycznie)

      Nie będą tutaj rozważać, czy każdy olej plamowy jest niezdrowy. Dowodzić, że cukier brązowy jest tak samo niezdrowy jak biały itp. Takie kryteria założyłam, bo potrzebowałam pewnych rozsądnych uogólnień.

       

      słodycze na diecie

       


      Od razu powiem Wam, że wśród kremów dostępnych w tradycyjnych sklepach stacjonarnych nie znalazłam żadnego produktu, który spełniałby te wymagania. Ba! Nawet w sklepach ze zdrową żywnoscią lub artykułami dla sportowców znalazlam mnóstwo produktów o kiepskim składzie. Żeby wyłonić te trzy wyjątki przejrzałam składy co najmniej 30 różnych kremów dostępnych w Polsce. Pewnie nie udało mi dotrzeć do wszystkich, więc jeśli znacie jakiś produkt godny polecenia, to koniecznie dajcie znać w komentarzu.  

       

      Choconutto

      cena: 29zł

      waga: 250g

      skład: orzeszki ziemne 55%, ksylitol, wiórki kokosowe, kakao, aromaty, glikozydy stewiolowe

       


       

      To jest naprawdę przepyszny krem. Intensywnie czekoladowy, z wyraźnie wyczuwalnym smakiem orzechów. Daje taką samą przyjemność jedzenia jak dobrej jakości czekolada. Moim zdaniem smaczniejszy od tradycyjnych kremów czekoladowych, bo czuć w nim wyraźnie przewagę tych najcenniejszych składników, w przeciwieństwie np. do Nutelli, w której przeważa olej palmowy i cukier. Jeśli chodzi o konsystencję jest ona dość rzadka. Powiedziałabym nawet, że to forma pośrednia pomiędzy kremem, a gęstym sosem czekoladowym. Dla mnie osobiście nie jest to minusem, bo super nadaje się do naleśników, gofrów i deserów, ale jeśli ktoś używa kremu do smarowania pieczywa, to nie polecam, bo jest zbyt lejący. Choć zawsze można włożyć go jakiś czas do lodówki, dzięki czemu zgęstnieje. 

       

      Chocotella

      cena: 24,99

      waga: 250g

      skład: orzeszki ziemne prażone, ksylitol, wiórki kokosowe, kakao, glikozydy stewiolowe

       


       

      Zarówno pod względem składu jak i smaku bardzo przypomina Choconutto. Również jest niebiańsko smakowita! Jeśli miałabym doszukiwać się różnic smakowych, to może bardziej przeważa w niej smak kakao, a w Choconutto czuć wyraźniej orzechy, ale generalnie obydwa są fantastyczne.  Jest natomiast różnica dotycząca konsystencji. Chocotella jest gęstsza i bardziej nadaje się do smarowania. Tak jak widzicie na zdjęciu nie spływa z łyżeczki.

       

      Creametto

      cena: 29zł

      waga: 400g

      skład: orzechy laskowe 50%, odtłuszczone mleko w proszku, karob 15%, olej kokosowy rafinowany

       


       

      Creametto niestety bardzo rozczarowało mnie smakowo. Bardzo liczyłam, że dorówna dwóm wybranym przeze mnie konkurentom, bo fajnie wychodzi cenowo, ale niestety. Smak tego kremu nie tylko bardzo odbiega od Nutelli, ale również jest po prostu niedobry.  Przynajmniej dla mnie i osób, które próbowały. Po pierwsze w tym kremie kakao zostało zastąpione karobem. Można to poczytać jako plus, bo karob nie ma właściwości alergizujących jak kakao.  Jednak można w nim znaleźć mleko w proszku oraz orzechy, które również są silnymi alergenami, więc pytanie po co zastępować pyszniutkie kakao, bardzo średnim karobem?  Może jest tańszy? Dla smaku jest to ogromna strata. Konsystencja pozwala na smarowanie pieczywa, ale jest dziwnie lepka. Jeśli ktoś jest fanem karobu lub jest uczulony tylko na kakao wówczas może wypróbować Creametto, ale osobiście na pewno nie kupię go drugi raz, bo mi nie zasmakowało.

      Podsumowanie:

      Smakowo zarówno Chocotella jak i Choconutto wypadają rewelacyjnie. Wybierając je zamiast Nutelli nie idziecie na żaden kompromis, bo są nawet smaczniejsze niż oryginał, a przy tym mają nieporównywalnie lepszy skład. Same plusy. Po prostu gniotą Nutellę na miazgę pod każdym względem. Jeśli miałabym na siłę dopatrywać się minusów – obydwa mają tendencję do lekkiego rozwarstwiania się, ponieważ są pozbawione emulgatorów, ale zaraz po przemieszaniu ten problem znika, więc jest to raczej detal bez większego znaczenia. A emulgatory i zagęstniki mówiąc w dużym uproszczeniu nie są  obojętne dla zdrowia, więc lepiej ich unikać.  Creametto nie jest już tak dobre. Mimo wszystko polecam wypróbować, bo skład ma dość dobry, wypada najbardziej ekonomicznie, a może Wam bardziej podejdzie ten karobowy smak. Wszakże określenie dobry/niedobry to bardzo subiektywna ocena.

      Zwycięzcom mojego rankingu ogłaszam Chocotellę. Choć wygrywa ona dosłownie o włos z Choconutto. Myślę, że jest najlepszym zamiennikiem Nutelli, bo ma zbliżoną konsystencję i wybornie czekoladowy smak z nutką orzechową.

      Jeśli znacie inne kremy, które nie zawierają cukru i mają dobry skład to dajcie znać w komentarzu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Zdrowe i dietetyczne zamienniki Nutelli”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vegazone
      Czas publikacji:
      niedziela, 05 marca 2017 09:52
  • niedziela, 06 grudnia 2015
    • Pomysły na prezent - nowości wydawnicze

      Dziś Mikołajki, czyli dobry czas, aby pomyśleć o prezentach świątecznych. Osobiście lubię zrobić takie zakupy właśnie na przełomie listopada i grudnia. Wtedy robienie upominków jest przyjemne, bo można ze spokojem zastanowić się, poszukać, uniknąć emocji, związanych z tym czy prezenty zakupione on-line zdążą dojść. W zeszłym roku część upominków kupowałam na ostatnią chwilę i było to po prostu udręką. Przebrany towar, presja czasu, tłumy w centrach handlowych. W rezultacie kupuje się cokolwiek, byle było. A przecież robienie prezentów nie powinno być odbębnieniem przykrego obowiązku, ale radością z obdarowania bliskich. 

      Dzisiaj przedstawię Wam garść pomysłów książkowych dla osób interesujących się gotowaniem, zdrowym stylem życia lub sportem. Książka jest zawsze dobrym wyjściem. Nawet jesli znamy zainteresowania jakiejś osoby czasami trudno stwierdzić jakie gadżety już ma, a jakie nie. Poza tym osobiście wolę sama wybrać sobie akcesoria kuchenne tudzież, akcesoria sportowe, a z ksiązki dopasowanej tematycznie do moich zainteresowań ucieszyłabym się bardzo :)

      Przejdźmy zatem do rzeczy. 

       


       

       

      JAGLANY DETOKS

      To pierwsza pozycja, którą chciałabym Wam gorąco polecić. Jeśli jeszcze nie znacie bloga autora, Pana Marka Zaremby, to musicie natychmiast odrobić lekcje i wejść na stronę Gotuj Zdrowo. Dla mnie odkrycie tego zakątka w sieci było przełomowe, jeśli chodzi o poprawę nawyków żywieniowych i rozbudzenie miłości do królowej wszystkich kasz - kaszy jaglanej. Podtytuł tej ksiązki brzmi: "Oczyść organizm w siedem dni", zatem pozycja będzie doskonała do zastosowania po świątecznej biesiadzie lub od 1. stycznia, który często jest datą startową dla noworocznych postanowień związanych z wagą i zdrowiem. 

      Jeśli podobnie jak ja, spodziewacie się, że "Jaglany Detoks" jest po prostu zbiorem przepisów z kaszą jaglaną, to bardzo się mylicie. Przepisy to około 1/3 objętości książki. Natomiast znajdziecie w niej mnóstwo wiedzy i zaleceń jak dzięki diecie utrzymać organizm w równowadze. Autor opisuje zasady diety makrobiotycznej. Ujmuje odnowę organizmu całościowo nie skupiając się tylko na samym odżywianiu. Podkreśla i opisuje również znaczenie aktywności fizycznej i stanu ducha. Podaje sposoby radzenia sobie z dolegliwościami ze strony konkretnych narządów. 

      Jestem przekonana, że charyzmatyczna osobowość autora, wewnętrzy spokój jaki od niego bije oraz jego wiedza w dziedzinie odżywiania zrobią pozytywne wrażenie na każdej osobie, której nie jest obojętny temat troszczenia się zdrowie własne i bliskich. 

       


       

       

       

      PO PIERWSZE JOGA

      Tę książkę możecie śmiało kupić w ciemno każdemu, kto lubi sport. Bez względu na to, czy już zainteresował się jogą, czy też nie. Joga jest obecnie bardzo modna i bardzo często łączona lub przeplatana z innymi rodzajami ćwiczeń, na przykład bieganiem, treningami siłowymi. Jest sposobem na rozciągnięcie, odprężenie i złapanie równowagi pomiędzy cięższymi trenigami. Oczywiście ta pozycja książkowa przyda się również osobom, które zaczynają swoją przygodę z jogą z myślą, że będzie to ich główna forma aktywności.

      Największą wartością tej książki jest to, że przedstawia zdjęcia i opisy asanów z podziałem na części ciała, które angażują w największym stopniu. Zawiera również przykłady najczęściej popełnianych błędów oraz wskazówki co jest istotą danej pozycji, tak abyśmy mogli samodzielnie je skorygować. Moim okiem laika wyglada to bardzo rzetelnie i pewnie tak jest, bo zauważyłam, że można ją zakupić w szkole jogi do której chodzę. Ufam, że osoby z takim doświadczeniem jak właściciele tego miejsca, nie oferowałliby innym czegoś, co jest słabe.

      Dobra książka zarówno dla tych, którzy chcą ćwiczyć jogę w domu, jaki i również dla tych, którzy chcą podsumować, to czego nauczyli się na zajęciach. 

      Mnie osobiście trochę zabrakło zagłębienia się w filozofię jogi, która wydaje mi się bardzo ciekawa i uniwersalna. W tej książce temat został potraktowany typowo od fizycznej strony tych praktyk. Co nie zmienia faktu, że książka jest ładnie wydana. Praktycznie na każdej ze 160 stron znajdziecie fotografie i klimatyczne grafiki. Myślę, że warto ją mieć na swojej półce, choć polecam ją głównie początkującym i średniozaawansowanym. 

       


       

       

       

      QMAM KASZE 

      Powiem szczerze, że zauważyłam ją w ofercie Empiku już jakiś czas temu, ale jakoś nie zapałam od pierwszej chwili żadzą posiadania tego tytułu w mojej biblioteczce. Po pierwsze trochę zniechęcał mnie pozerski tytuł. "Qmam"? Co to w ogóle ma być? A po drugie kasze jem naprawdę na okrągło i wydawało mi się, że nie można o nich napisać nic, co by mnie zaskoczyło. W końcu jednak zdecydowałam się ją nabyć, bo jestem bardzo ciekawskim człowiekiem i lubię mieć opinię na każdy temat. Taką, która nie jest ukształtowana jedynie na podstawie okładki. Biję się w pierś, bo pierwsze wrażenie okazało się kompletnie inne od tego, co kryje wnętrze tej książki. 

      Wiecie doskonale, że często powtarzam jak bardzo cenię proste rzeczy. Zwykłe, codzienne przyjemności, bezpretensjonalne potrawy gotowane z sercem, magiczne chwile tworzone przez pozornie prozaiczne detale. Ta książka w stu procentach wpisuje się w moją filozofię nie tylko jedzenia, ale również życia. Wystarczy, że przytoczę Wam cytat, którym autorka zaprasza nas do 240 stronnicowej podróży przez świat kasz: "Miłość mieszka w codzienności, w drobnych gestach, uśmiechu, dobrym jedzeniu i prostocie". Czyż to nie piękne słowa? Dla mnie bardzo. 

      Apel do tych, którzy są mniej ckliwi i mniej wrażliwi na takie sentymentalne opisy i wspomnienia, niż ja. Nie zniechęcajcie się. Ta książka to nie tylko nastrojowe pitolenie. Znajdziecie w niej kilkadziesiąt fantastycznych przepisów do wykorzystania na śniadania, obiady, kolacje i na deser. Przepisy są również zróżnicowane jeśli chodzi o gatunki kasz: jaglana, gryczana, pęczak, orkisz, kasza jęczmienna to tylko część kasz, które spotkacie na kartach tej książki. Każdy przepis jest opatrzony pięknym zdjęciem. Korzystanie z tej wyjątkowej książki kucharskiej to czysta przyjemność. 

      Polecam tę książkę wszystkim, którzy wierzą, że najlepszy sposób odżywiania, to taki, który jest oparty na naturalnych, nieskomplikowanych składnikach i nietuzinkowych połączeniach smaków. 

       


       

       

      Ci którzy są wiernymi czytelnikami bloga i wiedzą o mojej bezkrytycznej miłości do Yotama Ottolenghiego być może zdziwił fakt, że wśród moich nowości wydawniczych nie wymieniam polskiego wydania "Plenty", pod rodzimym tytułem "Obfitość". Powód jest taki, że mam wielką nadzieję znaleźć tę książkę pod choinką, a przynajmniej umieściłam ją w liście do Mikołaja ;) Polecam ją Wam w ciemno. Biorąc pod uwagę jaką furorę zrobiło jej anglojęzyczne wydanie, szturmując swoimi przepisami blogosferę całego świata - ona musi być cudowna i na 100% będzie trafionym prezentem dla Ciebie lub znajomego wegetarianina. 

       

      To tyle ode mnie. Nie chciałam się za bardzo rozpisywać, ale mam nadzieję, że w jakimś stopniu zainspirowałam Cię do poszerzenia swojego zbioru książek kulinarnych lub podsunęłam pomysł na podarki dla bliskich. Jeśli macie jakieś pytania, prosze nie krępujcie się zadać je w komentarzu.

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Pomysły na prezent - nowości wydawnicze”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vegazone
      Czas publikacji:
      niedziela, 06 grudnia 2015 21:18
  • wtorek, 08 lipca 2014
    • "Dieta dla serca"

      Ostatnio uchyliłam Wam rąbka tajemnicy na temat przedsięwzięcia, w którym biorę udział, więc najwyższy czas, aby zdradzić szczegóły.

      Wraz z kilkoma blogerami zostałam zaproszona do akcji pod tytułem "Dieta dla serca". Inauguracją projektu było spotkanie w warszawskiej Restauracji Akademia, która urzekła mnie nie tylko dobrą kuchnią, lecz również jasnym, przestronnym wnętrzem. Gdybym miała swoją knajpę urządziłabym ją w podobnym stylu. 

       

       


       

      Podczas spotkania mieliśmy okazję nie tylko skosztować smakołyków Akademii, ale również sami pieczołowicie przygotowywaliśmy swoje dania, które następnie zostały skonfrontowane z opinią profesjonalnych dietetyków.

       


       


      Dla mnie osobiście nie lada gratką był pokaz nowoczesnych technik kulinarnych z wykorzystaniem syfonu, przeprowadzony przez wysokiej klasy kucharza Pana Krzysztofa Kowalskiego. Oczywiście w mojej głowie od razu zakiełkowała chęć zakupu rzeczonego sprzętu - jedyne co mnie powstrzymuje to fakt, że moja kawalerkowa kuchnia i tak już ledwie mieści te wszystkie sprzęty i sprzęciki :) Puree z kalafiora przepuszczone przez syfon zmieniło się w delikatną, kremową piankę. Mniami!!! :)

       


      Mieliśmy również okazję liznąć fachowej wiedzy na temat diety stosowanej w profilaktyce chorób układu krążenia. Tak naprawdę jej zasady są zbliżone do powszechnie znanych reguł zdrowego odżywiania. Polegają na wyeliminowaniu tego co w nadmiarze szkodzi naszemu zdrowiu, a więc tłuszczów zwierzęcych, cukrów i białej mąki. Szczególnie moją uwagę zwróciła informacja o zalecanym spożyciu soli, które powinno wynosić maksymalnie 6g soli dziennie. Ucieszyła mnie ta wiadomość, bo potwierdza, że idę w dobra stronę. Jak łatwo zauważyć patrząc na moje przepisy, stosuję sporo najróżniejszych przypraw i ziół, natomiast sól staram się ograniczać. Uważam, że sypiąc do dań zbyt dużo soli zabijamy ich prawdziwy smak. Istotne jest kontrolować ilość spożywanej soli, bo sporo dostarczamy sobie nieświadomie. Sól znajdziemy w większości produktów spożywczych. Nie mówię tu nawet o słonych przekąskach, które jak się domyślacie są absolutnie zabronione dla osób z podwyższonym cholesterolem. Ogromne ilości znajdziecie w produktach uznawanych za względnie zdrowe i pożądane takich jak pieczywo, warzywa z puszki, mieszanki przypraw, sery. 

       


      Owocem akcji "Dieta dla serca" będzie wydanie książki z przepisami antycholesterolowymi. Jeśli Wy lub ktoś z Waszych najbliższych ma wskazania do stosowania takiej diety gorąco polecam Wam śledzenie przebiegu akcji oraz nabycie niniejszej pozycji. Nad jej wartością merytoryczną czuwa Polskie Towarzystwo Dietetyki , a o ciekawe smaki i apetyczne zdjęcia zatroszczą się blogerzy ;)

      Co prawda nasza wspólna praca dopiero się rozpoczęła, ale już dziś chciałabym gorąco podziękować organizatorom za zaproszenie oraz blogerom za wspólnie spędzony czas. Was drodzy czytelnicy zapraszam do odwiedzenia pozostałych ambasadorów akcji:


      W krainie smaku

      Anyżkowo

      Bazylia czy Wanilia

      Bernika Mój kulinarny pamiętnik

      Trawka cytrynowa

      Kornik w kuchni

      Madame Edith

      Gotowanie z pasją

      Plate of joy

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „"Dieta dla serca"”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vegazone
      Czas publikacji:
      wtorek, 08 lipca 2014 16:39
  • środa, 14 listopada 2012
    • Jak żyje się w Paryżu?

      Czy kiedykolwiek marzyło sie Wam, aby usiąść na trawniku  Champs de Mars i zajadać się truskawkami popijanymi szampanem patrząc na wieżę Eiffla? Czy jesteście miłośnikami czekoladek lub francuskiego sera? I wreszcie: czy zgadzacie, że jest sporo prawdy w stwierdzeniu: "Paryż to jedno z najpiękniejszych miast na świecie - szkoda, że mieszkają w nim Francuzi"?

       

      źródło: flickr.com

       

      Jeżeli choć na jedno z tych pytań odpowiedziliscie twierdząco, na pewno spodoba Wam się książka króla deserów Davida Lebovitza "Słodkie życie w Paryżu". Jest ona przede wszystkim przezabawnym opisem obyczajowości Francuzów z punktu widzenia Amerykanina, który postanowił opuścić Stany i zamieszkać w Paryżu. Z charakterystycznym dystansem i amerykańskim luzem opowiada on o perypetiach, które spotkały go wskutek nieznajomości języka i różnic kulturowych. Nie myślcie jednak, że żartuje on tylko z siebie. Z Francuzów urządził taką szyderę, że jako czytelnik niejednokrotnie zaśmiałam się na głos podczas lektury, a sami zainteresowni do tej pory chyba tylko dlatego nie deportowali go ze swego pięknego kraju, że permanentnie przekupia ich nieziemskimi łakociami własnej roboty.  Ponieważ jego  pasją i nieodłącznym elemementem życia jest gotowanie w treść zostały zgrabnie wplecione przepisy na przeróżne francuskie smakołyki. Jeśli w tym momencie kuchnia francuska kojarzy się Wam jedynie z dziwacznymi daniami takimi jak żabie udka czy móżdżek wołowy, tym bardziej biegnijcie po nią do księgarni. Dowodzi ona, że kuchnia francuska zasługuje na sławę i uznanie jakim się cieszy na świecie, ponieważ Francuzi nawet prostym daniom potrafią nadać wysublimowany charakter. Posiadają styl i wrodzone wyczucie smaku - to trzeba im oddać, choć sam autor nie czyni tego wprost.

       

       

      Muszę przyznać, że znałam Davida Lebovitza już wcześniej, lecz teraz będę go cenić nie tylko za talent do wytwarzania genialnych słodkości, lecz również za ogromne poczucie humoru. Nie sposób tego człowieka nie lubić! Mnie osobiście zauroczył, a czytanie jego książki to czynność równie przyjemna i pochłaniajca, co kubek parującej, gorącej czekolady z chłodny dzień. Bardzo żałuję, że w Polsce została wydana tylko ta pozycja, bo jest on autorem jeszcze kilku świetnych książek z przepisami. Zainteresowanych odsyłam na jego stronę internetową, gdzie znajdziecie również sporo przepisów:

      www.davidlebovitz.com

      Jako jedyny minus muszę wymienić fakt, że została ona bardzo siermiężnie wydana. Mało zdjęć ( a te które są godne ksiązki kucharskiej z PRL-u), słaby papier, raczej badziewie - zwłaszcza gdy porówna się ją np. Ready for dessert, która wygląda jak przepiękny album z magicznymi deserami. Może celowo na polski rynek wypuszczono najpierw najtańszą pozycję - mam nadzieję, że dobrze się sprzeda i otworzy drogę pozostałym.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Jak żyje się w Paryżu?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vegazone
      Czas publikacji:
      środa, 14 listopada 2012 09:15
  • czwartek, 11 października 2012
    • Take this walz

      Dzisiejszy wpis nie będzie związany z kulinariami, ani nawet z fotografią, lecz dla odmiany z kinem i filmem, które również pochłaniają sporą część mojego tygodnia.

      Film, na który chciałabym Was zaprosić pozytywnie mnie zaskoczył. Dość niesprawiedliwe zaklasyfikowałam go przed obejrzeniem do tak zwanego "kina kobiecego". Co prawda nie przepadam za tego typu wyciskaczami łez, lecz przeczytawszy, że jeden z głównych bohaterów jest autorem książek kucharskich, a sam film "pogodny i kolorowy jak miska owoców" postanowiłam zaryzykować. Ot, lekki i przyjemny film na piątkowy wieczór.  Seans pokazał mi jak bardzo się myliłam. "TAKE THIS WALZ" to film magiczny, pełen dziewczęcego uroku głównej bohaterki. Momentami denerwujący infantylnym zachowaniem postaci jednak wciągający jak chrupanie nasion słonecznika. To nie jest lukrowana opowieść idealna na Walentynki, lecz słodko-gorzki film o poszukiwaniu szczęścia. Bez happy-endu. Mnie osobiście bardzo poruszył. Skłania do refleksji na temat przewrotnej natury uczuć i niebezpiecznej mocy namiętności. 


       

      To piękne kiedy twórcy filmu potrafią opowiedzieć prostą historię w nietuzinkowy sposób. Film został doprawiony bardzo miłą dla ucha muzyczką i malowniczymi zdjęciami.

      Na największe uznanie zasługuje moim zdaniem Michelle Williams, która świetnie wcieliła się w rolę niedojrzałej i słodkiej Margot miotającej się pomiędzy sielskim, acz do bólu przewidywalnym życiem małżeńskim, a kuszącą i budzącą ekscytujący niepokój znajomością z interesującym sąsiadem. Najbardziej rozczarowała mnie natomiast gra Sary Silverman, po której spodziewałam się znacznie więcej. Nie potrafiła zagrać najprostszych scen wiarygodnie. Natomiast pod koniec jej postać - Geraldine, wypowiada znamienne słowa, które bardzo zapadają w pamięć, a brzmią mniej więcej tak : "Życie zawsze ma w sobie lukę i nie wypełnisz jej choćbyś się nie wiem co zrobiła". 

      Jeśli po wyjściu z kina film nadal żyje własnym życiem w głowie widza, to jest dobrze, a jeśli myśli o nim są tak natrętne, że ma się ochotę obejrzeć go jeszcze raz to jest już jest bardzo dobrze.  W skali 1-10 daję mocne 7 i pół :)



      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Take this walz”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vegazone
      Czas publikacji:
      czwartek, 11 października 2012 08:38

Kalendarz

Kwiecień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Wyszukiwarka

Tagi

Autorzy

Kanał informacyjny

Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Odszukaj.com - przepisy kulinarne Top blogi Wykrywacz smaku - www.wykrywacz-smaku.pl
zBLOGowani.pl

Opcje Bloxa