Wpisy

  • wtorek, 01 marca 2016
    • Omlety zapiekane z cukinią, fetą i kaparami (idealne śniadanie do pracy)

      Praktycznie od kilku lat moje śniadanie wyglądało bardzo podobnie. Codziennie jadłam płatki owsiane z owocami, które zmieniały się w zależności od sezonu. Czasem dodawałam do nich jogurt, czasem mleko roślinne, ale baza była cały czas ta sama. O dziwo nie znudziły mi się ani trochę. Odkryłam jednak, że wbrew pozorom nie jest to najlepsza opcja dla mojego zdrowia i przemiany materii. Dziwiło mnie dlaczego tuż po moim królewskim śniadaniu czuję się lekko senna, szybko ponownie zaczynam odczuwać głód, a waga stoi w miejscu pomimo deficytu kalorycznego i ćwiczeń. Zaczęłam więc poszukiwać przyczyn.

      Funkcjonuje obiegowa opinia, która mówi, że największą porcję węglowododanów powinno się jeść z samego rana, aby organizm zdążył je spalić w ciągu dnia. Być może dla części z Was będzie to szokiem, ale nie ma większej bzdury. Już tłumaczę Wam dlaczego. Rano, po przebudzeniu mamy najwyższe stężenie kortyzolu we krwi. Jedząc na śniadanie dużą porcję węglowodanów wywołujemy gwałtowny wzrost insuliny. W dużym uproszczeniu wysokie stężenie tych dwóch hormonów we krwi spowoduje mniejszenie spalania tłuszczu przez cały dzień i jego odkładanie w postaci tkanki tłuszczowej. Zatem Ci, którzy nie jadają obfitych śniadań wcale nie są w takim błędzie jak się powszechnie uważa. Według najlepszych dietetyków pierwsze śniadanie powinno składać się z białek i tłuszczów. 

      Szukając informacji o zdrowym odżywianiu natknęłam się na wiele sprzecznych teorii:

      Największą porcję węgli jedz rano vs. nie jedz węgli na śniadanie.

      Dieta wegańska jest najzdrowsza, mięso to zło vs. dieta paleo jest najzdrowsza, weganizm to zło.

      Jedz brokuły to super food vs. nie jedz brokułów, bo niszczą jelita.

      Nie jedz po 18 vs. możesz jeść nawet po 20 i to najleopiej węglowodany.

      Olej lniany to samo zdrowie vs. olej lniany zwiększa ryzyko zachorowania na choroby układu krążenia.

      Wszystkie te przeciwstawne opinie pochodzą z ust uznanych dietetyków i bądź tu człowieku mądry! 

      Jeśli natomiast chodzi o przełamanie mojego nawyku jedzenia platków z owocami na pierwsze śniadanie uważam, że była to dobra decyzja, bo odczuwam znaczącą różnicę. Czasem warto przełamać utarte stereotypy. Wcześniej przeważnie jadłam kolację przed godziną 18stą, więc do rana byłam bardzo głodna i rozdrażniona, co świadczyło o wysokim stężeniu kortyzolu zwanego hormonem stresu. Po zjedzeniu miski węglowodanów widać było u mnie jak na dłoni wyrzut insuliny przejawiający się błogim rozleniwieniem i szybkim odczuciem głodu. Białko syci mnie na dłużej i mam więcej energii w ciągu dnia, a i legginsy robią się jakby luźniejsze ;) A swoje ulubione płatki i tak zajadam, ale około 11stej, gdy poziom kortyzolu stabilizuje się. 

      Dziś podrzucam fajny i prosty przepis na śniadanie białkowo-tłuszczowe. Nie musicie wstawać wcześniej, aby smażyć sobie jajecznicę, bo omleciki można zrobić dzień wcześniej, spakować do pojemniczka i zabrać na wynos do pracy lub szkoły. Jeśli chodzi o dodatki możecie je dowolnie zmieniać, tak jak w jajecznicy. Fajnie smakują również ze szpinakiem, boczniakami, pieczarkami, pomidorami, papryką, oliwkami - cokolwiek sobie zamarzycie ;) To moja ulubiona wersja, dlatego Wam ją prezentuję. Zapiekanie w foremce na muffiny sprawia, że omlety są łatwe w porcjowaniu. Możecie użyć formy silikonowej tak jak ja, ale tradycyjna jak najbardziej również się sprawdzi. 

       

      składniki na 12 sztuk:

      6 dużych, ekologicznych jaj 

      1 średnia cukinia

      1 łyżka oleju kokosowego

      6 łyżeczek kaparów

      pół fety (favita żółta) opcjonalnie, bez niej też smakują wyśmienicie

      pół łyżeczki pieprzu czarnego

      pół łyżeczki kurkumy

      sól jedynie opcjonalnie, bo według mnie kapary i feta są wystarczająco słone

       

      wykonanie: 

      1. Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni.

      2. Cukinię ścieramy na tarce o grubych oczkach. W garnku lub na patelni rozgrzewamy dość mocno olej i wrzucamy cukinię. Przesmażamy ją dosłownie 3 minutki, a następnie przekładamy po łyżce cukinii do każdego otworu foremki. Dodajemy po kilka kaparów i 3-4 kosteczki fety. 

      3. Do jajek dodajemy pieprz i kurkumę i miksujemy około minuty, aż lekko się spienią i podwoją objętość. Następnie wlewamy masę jajeczną do otworów foremki. 

      4. Pieczemy 15-20 minut, aż lekko się zrumienią na wierzchu. Mogą urosnąć jak suflety ponad poziom foremki, ale raczej opadną po wyjęciu z piekarnika. 

       

       

       

       

       

      omlety z piekarnika

       

       

      omlet zapiekany z foremkach na muffiny

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Omlety zapiekane z cukinią, fetą i kaparami (idealne śniadanie do pracy)”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vegazone
      Czas publikacji:
      wtorek, 01 marca 2016 10:43
  • poniedziałek, 22 lutego 2016
    • Zdrowe, bezglutenowe gofry z mąki gryczanej z musem bananowo-czekoladowym

      Nie ma to jak wpaść na genialny pomysł i tuż przed rozpoczęciem sezonu na białe rurki i krótkie sukienki zakupić sobie wodzącą na pokuszenie gofrownicę. Brawo ja! :) Ale tak jakoś wyszło, że akurat nasz opiekacz do kanapek odmówił posłuszeństwa i stwierdziliśmy, że urządzenie z wymiennymi płytami do zapiekania będzie dobrym pomysłem. W sumie już od pewnego czasu przymierzałam się do zakupu gofrownicy, choć myślałam o takim typowym modelu, na duże gofry,  jakie można kupić na wakacjach. Jak widziecie na zdjęciach moje urządzenie robi gofry w mniejszym rozmiarze i może lepiej (zwłaszcza dla moich ud) :) Myślę, że wkrótce zrobię osobną recenzję urządzenia, które zakupiłam.

      Jeśli myślicie o zakupie gofrownicy, która będzie robić dobre, chrupiące gofry to zwróćcie uwagę, aby urządzenie miało minimum 1000W, a najlepiej 1400W. Słabsze gofrownice mogą upiec co najwyżej miękkie gofry zbliżone do pancake'ów.

      Skoro już to "narzędzie diabła" służące do produkcji grzesznie smakowitych, ale jakże kalorycznych i jakże węglowodanowych goferów zawędrowało do mojej kuchni postanowiłam choć trochę ulżyć szwom w swoich spodniach i wymyślić przepisy na wersje fit tego przysmaku. Już pierwsza próba zakończyła się sukcesem, więc myślę, że będę kontynuować te poczynania. 

      Jeśli chcecie zrobić gofry gryczane z innym dodatkiem niż zaproponowany przeze mnie mus czekoladowy, to polecam dodać do ciasta choć łyżkę kakao, bo gryka bardzo lubi się z czekoladą i wyśmienicie razem smakują.

       

      gofry bezglutenowe fit desery dietetyczne

       

       

       

      składniki na osiem małych gofrów:


      gofry:

      1 szklanka mąki gryczanej (użyłam pełnoziarnistej)

      2 łyżki mąki ziemniaczanej

      szczypta soli

      2 łyżki dowolnego cukru (użyłam 1,5 łyżki ksylitolu i łyżeczkę cukru trzcinowego z wanilią)

      2 jajka 

      0,75 szklanki mleka (użyłam migdałowego, ale może być krowie lub inne roślinne)

       

       

      mus bananowo-czekoladowy:

      3 banany

      2 łyżki ciemnego kakao 

      1 łyżeczka cynamonu

      łyżka pasty tahini lub masła orzechowego lub oleju kokosowego nierafinowego (ten składnik nie jest konieczny, ale polecam, bo fajnie wzbogaca smak)

       

      dodatkowo: dowolne owoce

       

      wykonanie:


      1. Miksujemy wszystkie składniki musu na gładką masę i odstawiamy w chłodne miejsce.

      2. W sporej misce mieszamy mąki, cukier (ksylitol) i sól. Następnie dodajemy żółtka i mleko i dokładnie mieszamy. Ciasto powinno być dość gęste (jak na muffinki, jeśli to coś Wam powie), ale na tyle wilgotne, aby wszystkie składniki dały się swobodnie mieszać i aby masa spływała powoli z łyżki. 

      3. Włączamy i rozgrzewamy gofrownicę

      4.  Białka ubijamy na sztywną pianę i dodajemy do miski z pozostałymi składnikami. Delikatnie mieszamy

      5. Wlewamy porcje ciasta na gofrownicę i pieczemy kilka minut, aż lekko się zrumienią. W moim urządzeniu 1000W mocy zajmowało to około 7 minut. 

      6. Gotowe gofry podajemy z wcześniej przygotwanym musem i opcjonalnie z owocami.

       

      gofry bezglutenowe fit desery dietetyczne

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Zdrowe, bezglutenowe gofry z mąki gryczanej z musem bananowo-czekoladowym”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vegazone
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 22 lutego 2016 16:46
  • czwartek, 14 stycznia 2016
    • Prawdziwa grochówka wegańska

      Nie ma nic lepszego, gdy człowiek wraca zmęczony i zmarznięty po pracy, niż rozgrzewająca, konkretna zupa. Z każdą, kolejną łychą policzki nabierają rumieńców, a ciało energii do dalszego działania. Dlatego o tej porze roku to mój ulubiony obiad. Zawsze gotuję ją dzień wcześniej, by nie kusiło mnie podjadać inne rzeczy zanim obiad "się zrobi". Wystarczy podgrzać i posiłek gotowy.

      Kiedy myślimy o zdrowym, lekkim jedzeniu w pierwszej kolejności przychodzą nam do głowy sałatki, owoce, chudy nabiał, a zupy są trochę niedoceniane. Podczas gdy jest to jedno z najlepszych dań pod względem dietetycznym. Lekkostrawne, a jednocześnie sycące, dostarczają cennych składników odżywczych, a przede wszystkim są łatwe i szybkie w przygotowaniu. 

      Dziś przepis na klasyk, a mianowicie na grochówkę. Pomimo, że nie zawiera boczku, ani kiełbasy zapewniam Was, że smakuje tak samo jak tradycyjna grochówka, dzięki dodaniu do niej aromatycznych przypraw: papryki wędzonej, czosnku oraz tymianku. I tu dobra wiadomość - kiedyś papryka wędzona była dostępna jedynie on-line, a teraz możecie ją kupić stacjonarnie, np. z firmy Kotanyi. 

       

      grochówka zupy przepisy wegańskie 

       

       

      składniki:

      250g grochu łuskanego w połówkach

      2 łyżki oleju do smażenia (kokosowy, ryżowy lub rzepakowy)

      1 nieduży por (jasna część)

      3 ząbki czosnku

      1 średnia cebula

      1 marchew

      1 pietruszka (korzeń)

      3 ziemniaki

      1 łyżeczka wędzonej papryki 

      1 łyżeczka majeranku

      kilka kuleczek ziela angielskiego

      3 listki laurowe

      pół łyżeczki suszonego tymianku 

      pół łyżeczki czarnego pieprzu (najlepiej świeżo zmielonego)

      ćwierć łyżeczki pieprzu cayenne (można pominać jesli nie lubicie pikantngo smaku)

      łyżeczka soli

       

      wykonanie:

      Groch dobrze jest na namoczyć przez minimum kilka godzin. Najlepiej dzień wcześniej zalać go w garnku, w którym będziecie gotować zupę 1,5l zimnej wody i odstawić do lodówki na noc. Dzięki temu będzie gotował się jedynie 30-40 minut, a nie 1-1,5 godziny jak bez namoczenia. Jeśli jednak jest już za późno na namaczanie, da się zrobić grochówkę z pominięciem tego kroku. Pamietajcie jednak by dodać warzywa, gdy groch będzie już prawie miękki, bo one gotują się znacznie krócej.

      1. Garnek z grochem wstawiamy na palnik wraz z wodą, w której się moczył,doprowadzamy do wrzenia i zmniejszamy ogień, tak aby groch cały czas sie gotował, ale nie wykipiał. Gdy zacznie się gotować na powierzchni pojawią się szumowiny, które należy usunąć za pomocą łyżki cedzakowej. Zerknijcie która jest godzina, żeby wiedzieć jak długo gotuje się groch.

      2. W między czasie kroimy pora na talarki, cebulę w kostkę, a czosnek na cieniutkie plasterki. Na patelni rozgrzewamy olej i smażymy cebule oraz por. Po kilku minutach, gdy dość mocno się zrumienią, a miejscami wręcz zabrązowią, dodajemy czosnek. Smażymy jeszcze dosłownie 30 sekund mieszając, aby czosnek się uprażył, ale nie przypalił. Zdejmujemy patelnię z palnika, a jej zawartość dodajemy do grochu. Następnie dorzucamy również wszystkie przyprawy.

      3. Marchew, ziemniaki oraz pietruszkę obieramy i kroimy w niezbyt drobną kostkę. Gdy groch gotuje się 15 minut dorzucamy warzywa i wszystko razem gotujemy, aż warzywa i groch zmiękną. Jeśli zupa wyjdzie zbyt gęsta można dodać trochę wody. 

      Grochówka najlepiej smakuje odgrzewana.

      I gotowe. W tym wypadku lista składników jest dłuższa, niż sposób wykonania ze względu na dużą ilość przypraw. 

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Prawdziwa grochówka wegańska”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vegazone
      Czas publikacji:
      czwartek, 14 stycznia 2016 10:17
  • czwartek, 07 stycznia 2016
    • Indyjskie pierożki samosa

      Są takie momenty, kiedy bardzo żałuję, że oprócz pokazania zdjęć i przedstawienia przepisu nie mogę również poczęstować Was przygotowanym daniem, bo choćbym nie wiem jak się starała oddać smak i specyfikę, to i tak będzie to jak rozmowa z niewidomym o kolorach. Tego trzeba po prostu samemu posmakować, aby się przekonać. :)

      Wydaję mi się, że pierożki samosa są dosyć popularne, chociażby z tego względu, że były (lub nawet nadal są) w menu Green Waya. Ale jeśli kiedyś je tam jedliście, to zapewniam Was z tymi mają wspólną jedynie nazwę. To zupełnie coś innego. Samosy są aromatyczne i pysznie chrupiące. Ciasto jest dość cienkie i delikatne. Powiedziałabym, że w smaku przypomina ciasto kruche, może odrobinę w stronę półfrancuskiego. Farsz oparty jest na bardzo prostych, łatwodostępnych składnikach. Jeśli chcecie być ortodoksyjnie poprawni możecie zamiast cebuli użyć podobnej w smaku przyprawy, zwanej asafetida. Hindusi nie jedzą cebuli, dlatego często można ją spotkać w ich przepisach. Ja jako Polak Cebulak jak najbardziej spożywam cebulę i nie czuję potrzeby zastępowania jej czymkolwiek :) Choć fakt, że asafetyda jest o wiele lżej strawna, a wręcz zapobiega wzdęciom, więc warto spróbować. 

      Pierożki sprawdzą się jako danie główne, ale ze względu na trwający karnawał polecam je szczególnie jako przekąskę na wszelakiego rodzaju imprezy. Możecie usmażyć je wcześniej, a przed podaniem podgrzać w piekarniku. Znajomi na pewno nie pozostaną wobec nich obojętni. Trochę roboty z nimi jest, jak to z każdymi pierogami, ale naprawdę warto!

      Wiem, że mojego bloga ostatnio czyta więcej ludzi interesujacych się sportem i zdrowym odżywianiem. Jeśli czujecie się rozczarowani tym, ze samosy są smażone na głębokim tłuszczu, nie skreślajcie od razu tego przepisu, ale upieczcie je w piekarniku. W tym celu ułóżcie je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i włóżcie do piekarnika rozgrzanego do 190 stopni. Pieczcie, aż samosy nabiorą złotego koloru (myślę, że około 20 minut).

      Jeśli chodzi o dodatek tym razem wykonałam raitę ogórkowo-miętową, ale możecie podać samosy z sosem miętowym, pomidorowym lub czosnkowym. Co Wam tam w duszy gra :)

       

      ciasto na smażone pierogi


       

       

      składniki na 12 sztuk:

      farsz:

      3 ugotowane ziemniaki

      1 łyżka posiekanej natki pietruszki lub liści kolendry

      2 łyżki oleju do smażenia

      1 mała cebula (lub pół łyżeczki asafetidy)

      dwucentymetrowy kawałek imbiru starty na drobnej tarce

      pół łyżeczki nasion kminu rzymskiego w całości

      2/3 szklanki mrożonego groszku

      pół łyżeczki startych nasion kolendry

      pół łyżeczki garam masala


      ciasto:

      1,5 szklanki mąki pszennej (może być tortowa albo poznańska lub wrocławska)

      pół płaskiej łyżeczki soli

      2 łyżki oleju 

      łyżka soku z cytryny

      ćwierć szklanki i dwie łyżki wody w temperaturze pokojowej

      dodatkowo olej do smażenia (około 2/3 litra)

       

      raita:

      1 ogórek zielony

      1 doniczka mięty drobno posiekanej (około pół szklanki po posiekaniu)

      1 jogurt naturalny 200g (z mleka krowiego lub wegański)

      szczypta soli

      pół łyżeczki starych nasion kminu rzymskiego

      szczypta ostrej papryki lub pierzu cayenne


       

      wykonanie:

      1. Najpierw przygotujemy farsz. Ziemniaki kroimy w drobną kostkę i mieszamy z kolendrą, pietruszką oraz szczyptą soli. 

      2. Na patelni lub w garnku rozgrzewamy 2 łyżki oleju, na który wrzucamy pokrojoną w kostkę cebulę. Gdy zeszkli się dodajemy nasiona kminu rzymskiego, imbir, a po minucie zielony groszek. Przesmażamy wszystko razem około 3 minuty, aż groszek lekko zmięknie. 

      3. Na koniec dodajemy ziemniaki, garam masala i wszystko razem mieszamy. Wyłączamy palnik i pozostawiamy farsz do przestygnięcia. 

      4. Przystępujemy do zrobienia ciasta. Mąkę, sól oraz olej umieszczamy w misce i mieszamy lekko rozcierając palcami, aż powstanie "mokry piasek". Chodzi o to, aby każda część mąki, była w miarę możliwości równomiernie pokryta olejem. 



       

      5. Następnie dodajemy wodę oraz sok z cytryny i wyrabiamy kilka minut, aż ciasto będzie gładkie i ładnie odchodzące od ręki. Wyrobione ciasto przykrywamy np. folią spożywczą i dajemy mu odpocząć kilka minut. 

       

       

      6. Następnie robimy z ciasta walec, który kroimy na 6 równych części. Z każdej z nich formujemy kulę albo dysk, który lekko smarujemy olejem i rozwałkowujemy jak najcieniej i kroimy na pół.

       

       

      7. Z każdej z połówek formujemy rożek. Można zwilżyć brzeg ciasta palcem zamoczonym w wodzie, dzięki czemu pierożki łatwiej się skleją. Następnie dobrze dociskamy w miejscu klejenia.

       

       

      8. Następnie napełniamy rożek farszem i sklejamy górne brzegi wczesniej również lekko je zwilżając. Każdy z powstałych pierożków odwracamy czubkiem do góry i odstawiamy na stolnicę. 

       

       

      9. W średnim garnku rozgrzewamy olej. Będzie on miał właściwą temperaturę wówczas, gdy wrzucony pierożek zacznie syczeć i wypłynie na powierzchnię. Smażymy samosy partiami na złoty kolor. Usmażone wykładamy na papierowy ręcznik, który wchłonie nadmiar tłuszczu.

      10. W między czasie przygotowujemy raitę. Ogórek ścieramy na tarce o dużych oczkach, dodajemy sól i mieszamy. Gdy puści sok dodajemy pozostałe składniki i mieszamy. Można również przygotować raitę wcześniej i przechować w lodówce.  

      11. Gotowe pierożki samosa podajemy z raitą lub innym ulubionym sosem.

       

      blog przepisy wegetariańskie i wegańskie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Indyjskie pierożki samosa”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vegazone
      Czas publikacji:
      czwartek, 07 stycznia 2016 20:23
  • poniedziałek, 28 grudnia 2015
    • Polenta z kremowym sosem grzybowym (bez nabiału i mąki) oraz surówka z czerwonej kapusty

      Jestem bardzo zadowolona, że mogę podzielić się z Wami sposobem, na dietetyczny sos grzybowy, bez mąki pszennej i nabiału, który jest jednocześnie pyszny, gęsty i kremowy. Tajemnicą tej upragnionej konsysytencji jest mój ulubiony składnik, a mianowicie mąka z ciecierzycy. Wiem, że dla osób, które regularnie czytają moje wpisy mogę być już nudna z tą mąką z ciecierzycy, bo ciągle powtarzam jaka jest wspaniała, ale naprawdę jest to składnik, który zrewolucjonizował moje gotowanie. Kiedyś zrobię o niej osobny wpis.

      Sos ma głęboki aromat grzybów i ziół. Fajnie komponuje się z neutralną w smaku kaszą kukurydzianą. Natomiast drugą perełką na tym talerzu jest surówka z czerwonej kapusty. Może ktoś powiedzieć, że to przecież nic odkrywczego. Jednak surówki przygotowane domowym sposobem są czymś kompletnie innym, niż te które zalegają w plastikowych kubeczkach w marketowych chłodniach. Kapusta w tej surówce jest chrupiąca i świeża, a sama surówka doprawiona dużą ilością soku z cytryny i oleju lnianego to po prostu poezja. Mój faworyt tej zimy. 

      Tak prosty obiad, a tyle radości :) Zapraszam!

       

       

       

      polent kaszka kuurydziana sos wegański dla alergik bez śmietany

       

      składniki (na dwie duże porcje):

      sos:

      30g suszonych grzybów leśnych

      1 łyżka masła klarowanego lub oleju do smażenia

      1 nieduża cebula

      2 ząbki czosnku

      250g pieczarek

      niepełna łyżeczka suszonego tymianku

      niepełna łyżeczka suszonego rozmarynu

      pół łyżeczki świeżo zmielonego czarnego pieprzu

      pół łyżeczki soli

      1 kopiasta łyżka mąki z ciecierzycy

      1 łyżka octu jabłkowego lub soku z cytryny

      opcjonalnie: kapary oraz listki trybuli do posypania przed podaniem


      polenta:

      2 szklanki bulionu warzywnego

      2,5 łyżki kaszki kukurydzianej ekspresowej

      łyżka masła lub oliwy


      surówka z czerwonej kapusty:

      pół główki niedużej kapusty

      płaska łyżeczka soli

      płaska łyżeczka zmielonego, czarnego pieprzu

      mała czerwona cebulka

      1 duże jabłko (lub dwa małe)

      sok z całej cytryny

      kilka łyżek oleju lnianego (lub innego do sałatek)

      opcjonalnie kilka posiekanych orzechów

      pełna łyżeczka substancji słodzącej (może być ksylitol, miód, zwykły cukier itd.)

       

      wykonanie:

      1. Najlepiej w pierwszej kolejności wykonać surówkę, by smaki zdążyły się przegryźć. W tym celu kapustę dość drobno szatkujemy i umieszczamy w misce. Posypujemy solą, a następnie długo i intensywnie mieszamy. Najlepiej założyć rękawiczki i ugniatać kapustę dłońmi, aż sól ją zmorzy. Powinna nieco zmięknąć i puścić soki. Następnie dodajemy cebulę pokrojoną w drobną kostkę, jabłka starte na tarce o grubych oczkach oraz pozostałe składniki i bardzo dokładnie mieszamy. Przykrywamy i odkładamy do lodówki.

      2. Suszone grzyby zalewamy półtorej szklanki wrzącej wody, przykrywamy i pozostawiamy do zmięknięcia najlepiej na około godzinę. Po tym czasie odcedzamy grzyby, ale nie wylewając wody w której się moczyły. Można pod sito podstawić miskę lub wyjąć je z wody łyżką cedzakową. Lekko odciskamy je z wody.

      3. Cebulę kroimy w pióra, czosnek w cienkie plasterki. Pieczarki obieramy i kroimy w plasterki.

      4. Na patelni rozgrzewamy masło klarowane. Podsmażamy na nim cebulę. Gdy się zeszkli dodajemy czosnek, a następnie odciśnięte z wody grzyby. Smażymy około 5 minut, uważając, aby cebulka nie przypaliła się i dodajemy pieczarki. Smażymy wszystko razem trzy minuty, a następnie dodajemy przyprawy i zalewamy wodą, w której moczyły się grzyby. Przykrywamy i dusimy, aż grzyby zmiękną. W zależności jakich grzybów użyliście oraz jak duże były kawałki może to potrwać od 30 do 60 minut. Najdłużej gotują się borowiki. 

      5. Gdy grzyby dojdą rozrabiamy mąkę z cieciorki w 1/3 szklanki zimnej wody i dodajemy do gotującego się sosu. Od razu dokładnie mieszamy i gotujemy wszystko razem kilka minut. Jeśli sos jest zbyt gęsty można dodać odrobinę wody. Jeśli jest zbyt rzadki można dodać więcej mąki lub pogotować tak długo, aż nadmiar wody wyparuje.

      6. Na sam koniec doprawiamy sos octem lub sokiem z cytryny.

      7. W celu przygotowania polenty zagotowujemy bulion, wsypujemy kaszę i mieszamy. Gdy kaszka zacznie gęstnieć dodajemy masło. Po około 3 minutach zdejmujemy garnek z palnika.

      8. Wykładamy polentę na talerz, polewamy sosem, posypujemy kaprami i trybulą. Dodatkowo nakładamy oczywiście porcję surówki z kapusty.

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      vegazone
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 28 grudnia 2015 11:49

Kalendarz

Kwiecień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Wyszukiwarka

Tagi

Autorzy

Kanał informacyjny

Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Odszukaj.com - przepisy kulinarne Top blogi Wykrywacz smaku - www.wykrywacz-smaku.pl
zBLOGowani.pl

Opcje Bloxa